Od początku roku ustawa o PIT określa kwotę ryczałtu, którą pracodawca musi doliczyć pracownikowi korzystającemu z firmowego auta do celów służbowych. Od tej wartości naliczany jest podatek, który musi zapłacić zatrudniony. Jak jednak wyjaśniło Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytanie DGP, ryczałt nie uwzględnia kosztów paliwa.

Taka interpretacja budzi wiele kontrowersji.

– Wątpię, czy taka była pierwotna intencja ustawodawcy, patrząc na uzasadnienie sporządzone na etapie projektowania nowych przepisów – twierdzi Małgorzata Samborska, doradca podatkowy w Grant Thornton.

Chodzi o fragment, w którym ustawodawca tłumaczy, jak skalkulował ryczałt. Za podstawę wzięto wysokość stawek właściwych przy kilometrówce w przypadku wykorzystywania samochodów prywatnych do celów służbowych na podstawie rozporządzenia ministra infrastruktury (Dz.U. z 2002 r. nr 27, poz. 271).

– Nie ulega wątpliwości, że stawka w tych przepisach wykonawczych zawiera zarówno amortyzację, jak i koszty paliwa – tłumaczy rozmówczyni.

Stawka została skalkulowana w taki sposób, aby zapewnić zwrot wydatków pracownikowi wykorzystującemu własny pojazd do podróży służbowych, o czym świadczy chociażby to, że wypłacone pracownikowi na podstawie rozporządzenia kwoty nie stanowią przychodu.

Jednocześnie – jak podnosi ekspertka – z tego uzasadnienia widać, że ustawodawca założył średni przebieg dla celów prywatnych na poziomie 300 km. Zaś przepis w ustawie o PIT wskazujący na wysokość ryczałtu nie zawiera ograniczeń dotyczących sposobu korzystania z samochodu, w szczególności liczby przejechanych kilometrów.

W przypadku pracownika, który pojedzie np. na 3-tygodniowy urlop do Madrytu, nie ma podstaw do szacowania przychodu w wyższej wysokości niż ryczałt ustawowy – zauważa ekspertka. – Jeśli dodatkowo miałby on prawo tankować samochód przy użyciu firmowej karty paliwowej, to strata dla fiskusa jest oczywista – dodaje. I z tego względu stanowisko ministra finansów jest zrozumiałe.

– Jeśli jednak ryczałt stanowi określenie wartości przychodu z samego korzystania z samochodu służbowego do celów prywatnych, a pozostałe wydatki, w tym paliwo, mają pozostać poza nowymi regulacjami, to nowe rozwiązanie może znacząco obciążyć pracodawców koniecznością prowadzenia ewidencji, wyliczeń kosztów paliwa itp. – zastrzega Małgorzata Samborska.

Zamiast uprościć rozliczenia, ustawodawca by je skomplikował.

Andrzej Marczak, partner i szef zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce, radzi, aby przy rozliczaniu paliwa do jazd służbowych nie popadać w przesadę. Warto wprowadzić ogólną zasadę, że jeżeli pracownik korzysta z auta służbowego do celów prywatnych, to musi płacić za paliwo. Chodzi tu o sytuację, gdy pracownik jeździ autem służbowym w czasie urlopu.

– Jeżeli w tygodniu trafią się przejazdy prywatne, np. do domu, to trudno precyzyjnie wyliczyć, ile pracownik zużył paliwa na taki dojazd – podkreśla rozmówca.

Jego zdaniem w codziennym użytkowaniu auta faktury za paliwo nie sposób rozbić na jazdy prywatne i służbowe. Kalkulacja przychodu w takim przypadku – wskazuje ekspert – byłaby niemożliwa, chociażby dlatego że na wartość świadczenia miałaby wpływ nie tylko liczba kilometrów – lecz także faktyczne, a nie średnie zużycie paliwa. Byłoby to również zbyt uciążliwe dla pracodawców, a nie taka przecież była idea ryczałtu.

– Niektóre firmy zakładają więc, że ten ryczałt pokrywa wartość paliwa wykorzystywanego w bieżącym użytkowaniu – wyjaśnia Andrzej Marczak.