Komentarz tygodnia

Spór jest znany i stary (ma już kilka lat). Chodzi o to, czy wynikający z ustawy zakaz urządzania poza kasynami gier na automatach jest skuteczny (wiążący), w tym czy sposób jego ustanowienia (bez uprzedniego zgłoszenia Komisji Europejskiej) nie narusza unijnych regulacji i naszej konstytucji. Jeśli jest, nic się nie wydarzy – celnicy będą dalej walczyć z jednorękimi bandytami, ich właścicielami i tymi, którzy udostępniają urządzenia; być może niesieni zwycięstwem będą to robić ze zdwojoną energią. Jeśli nie jest – rozpocznie się kolejna batalia, i to o ogromną stawkę. Branża hazardowa upomni się o swoje, czyli zażąda miliardowych odszkodowań. To więcej niż pewne. Szanse na to, że wygra, będą wówczas ogromne. Zapłaci budżet, czyli my wszyscy.

Ale to niejedyne ryzyko, jakie podjął fiskus – oczywiście zobligowany do tego przepisami (jak na razie są przecież w obrocie prawnym), których z niejasnych przyczyn zapomniał lub nie chciał notyfikować. Celnicy bowiem nie tylko aresztują, jak zwykli mawiać urzędnicy, jednorękich bandytów, ale też „aresztują” tych, którzy np. ustawiają i oferują automaty w niedozwolonych miejscach. Ci, którzy łamią prawo, sami są sobie winni i zasługują na karę.

Jednak problem polega na tym, że nie wiadomo, czy rzeczywiście łamią prawo, czy też ze względu na wady w sposobie jego ustanowienia wcale ono nie obowiązuje – czyli go nie ma. Nawet sądy nie są zgodne: jedne uniewinniają oskarżonych i twierdzą, że przepis nie jest skuteczny (czyli tak, jakby go nie było), inne mają odmienne zdanie i nakazują zapłatę grzywny oraz skazują na więzienie, a jeszcze inne wstrzymują się z orzeczeniem, czekając, co powie Trybunał Konstytucyjny. Skazani na grzywnę lub więzienie, a tym bardziej ci, którzy rzeczywiście trafili lub trafią za kratki, zapewne niecierpliwie wypatrują wyroku TK. Jeśli wyniknie z niego, że regulacje są skuteczne – nic się nie wydarzy. Ale jeśli uzna on, że są nieskuteczne, trzeba będzie zwrócić grzywny, wypłacić odszkodowania i zadośćuczynienia za niesłuszne skazanie oraz grzecznie przeprosić. Będą nie tylko konsekwencje finansowe dla fiskusa, ale i wielka kompromitacja.

Tego oczywiście TK nie musi brać pod uwagę. Za to na szczęście dla urzędników bardzo często uwzględnia argumenty fiskalne.