Trzy zupełnie różne sprawy i wspólny mianownik: brak precyzji w przepisach. Oczywiście kosztowny, i to bardzo, bo z tego powodu wiele osób i firm pisze wnioski o interpretacje podatkowe, armia urzędników się nimi zajmuje, a sprawy (i te dotyczące interpretacji, i te, w których ten etap wymiany opinii z fiskusem pominięto, przystępując od razu do działania) i tak trafiają do sądów, które latami muszą nad nimi ślęczeć. Zwykle na końcu i tak trzeba jeszcze uruchomić całą potężną – i oczywiście drogą – machinę legislacyjną, by przepisy wreszcie doprecyzować lub, co też się zdarza, jeszcze bardziej rozregulować.

Z trzech powyższych przykładów w jednym tak właśnie się stało: od przyszłego roku będą obowiązywać znowelizowane zapisy w ustawie o PIT i CIT dotyczące opodatkowania zysków przekształcanej spółki, które zostały przeniesione na kapitały inne niż zakładowy, czyli np. na kapitał zapasowy bądź rezerwowy.

A można byłoby tego wszystkiego uniknąć, gdyby tylko było wiadomo, co ustawodawca miał i ma na myśli. Nie chodzi oczywiście o to, by przepis zawsze wyczerpująco regulował daną materię, nie pozostawiając najmniejszych wątpliwości, czy tym bardziej żadnego pola manewru tym, którzy muszą się nim posługiwać w praktyce. Chodzi o to, by ustawodawca wiedział, jaką kwestię normuje i jaki cel chce osiągnąć. I aby to wyraził w sposób zrozumiały dla wszystkich.

Czy zwolnienie dla sprzedających nieruchomości rolne naprawdę jest warunkowe (warunek rozwiązujący) – można, owszem, z niego korzystać (choć i przed tym fiskus broni się rękami i nogami), ale traci się je, gdy nabywca kiedykolwiek zmieni sposób użytkowania gruntów? Czy też liczy się, jak sugeruje treść przepisu, tylko to, co dzieje się w dniu transakcji (a ściślej: w związku z transakcją), choć, jak wiadomo, w dniu transakcji najczęściej nic się nie dzieje i faktyczny sposób użytkowania ziemi w tym akurat momencie się nie zmienia? Co innego kilka dni później. A może jednak chodziło o jakieś pośrednie – i najbardziej racjonalne – rozwiązanie. Pytanie tylko: jakie?

To samo z przekształcaniem spółek i związanym z nim opodatkowaniem zysków niepodzielonych. Kto może wiedzieć, co ustawodawca chciał powiedzieć, pisząc o zyskach niepodzielonych? Czy tworzy jakąś własną teorię, czy nawiązuje do praktyki rynkowej? Przykładowo, właściciele każdej spółki akcyjnej, która notuje dodatni wynik finansowy netto, podejmują uchwałę (podczas zwyczajnego walnego zgromadzenia podsumowującego poprzedni rok obrotowy) o jego podziale. Nierzadko polega on na tym, że w całości zarobek trafia na kapitał zapasowy. I co – tym samym został podzielony czy nie? Każdy akcjonariusz i praktyk powie, że tak. A fiskus mówi, że nie. I ma prawo tak twierdzić, bo przecież w gruncie rzeczy nie wiadomo, co ustawodawca chciał nam przekazać. Niestety nader często nie udaje się tego ustalić, nawet jeśli korzystamy z wszystkich metod wykładni przepisów, logicznej, systemowej czy teleologicznej nie wyłączając. W prawie podatkowym przykładów na to jest aż nadto. No właśnie, aż nadto.