Krzysztof Jedlak

Krzysztof Jedlak

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Zmiana jest taka, że podstawowa wersja dokumentu zostanie wypełniona za nas (o ile nie prowadzimy działalności gospodarczej), resztę wciąż będziemy musieli zrobić sami – już teraz możemy przecież wysyłać PIT-y drogą elektroniczną, poprzez system eDeklaracje, i miliony osób korzystają z tej możliwości. Jeśli ktoś nie potrafi lub nie chce używać internetu, będzie mógł nadal polegać na papierze i na poczcie – o czym, zdaje się, nie wszyscy pamiętają. Jak zresztą mogłoby być inaczej?

Organizacje społeczne przestraszyły się jednak, że z powodu zmian strumień pieniędzy, który do nich płynie z tytułu 1 proc. podatku, będzie mniejszy. Dały temu wyraz w liście otwartym do ministra finansów.

Urzędnicy rzeczywiście nie wypełnią za nas odpowiedniej pozycji w deklaracji PIT – niby jakim prawem mieliby decydować, która organizacja pożytku publicznego otrzyma pieniądze i ile. Ale przecież jeśli ktoś będzie sprawdzał zeznanie lub uzupełniał je o dane na temat ulg, to – jeśli tylko będzie miał taką ochotę – wpisze też kwotę dla OPP. Czyli zrobi to samo, co dziś w internecie lub na papierze. Czy wiele osób może poprzestać na akceptacji formularza przygotowanego przez fiskusa? Jeśli teraz ktoś nie korzysta z ulg, to najczęściej o rozliczenie zwraca się do pracodawcy i tym samym też nie przekazuje 1 proc. podatku. Jeśli jednak sam wypełnia deklarację i dzieli się PIT, to zmiana proponowana przez MF nie utrudni mu tego. Przeciwnie: ułatwi, dając opcję wypełnienia tylko kilku, a nie wszystkich pozycji w elektronicznym formularzu.

Swoją drogą, przedwczesne i przesadzone obawy organizacji społecznych są dowodem na to, jak istotnym źródłem finansowania działalności społecznej jest 1 proc. PIT. To, oczywiście, znakomity mechanizm, zapewniający realne wsparcie potrzebującym i lepsze samopoczucie darczyńcom. Nie powinien tylko nadmiernie uzależniać tych, którzy pośredniczą między jednymi i drugimi.