Zadeklarowali w nich, że w 2010 r. dostali tytułem darowizny po 124 tys. zł od jednego z teściów. Dołączyli umowę na piśmie i jeszcze tego samego dnia potwierdzili to do protokołu w urzędzie.

Było to jednak w grudniu 2012 r., dwa lata po otrzymaniu darowizny, od której nie zapłacili podatku.

W lutym 2013 r. zmienili zeznania – złożyli pismo, w którym tłumaczyli, że deklaracje były pomyłką i że pieniądze nie zostały im darowane, tylko otrzymali je od ojca jako zlecenie powiernicze. Celem takiej umowy miało być zobowiązanie się małżonków do nabycia własności nieruchomości w imieniu własnym, a następnie przeniesienia jej na ojca. Dowodem miał być przedstawiony przez nich akt notarialny, z którego wynikało, że ojciec został właśnie właścicielem gruntu.

Fiskus nie dał wiary tym wyjaśnieniom i zdecydował, że oboje mają zapłacić ponad 22 tys. zł podatku. Wyliczył go nie według zwykłej stawki od darowizny, ale według sankcyjnej, wynoszącej 20 proc. (na podstawie art. 15 ust. 4 ustawy o podatku od spadków i darowizn, t.j. Dz.U. z 2009 r. nr 93, poz. 768 z późn. zm.). Tak wysoka stawka dotyczy bowiem podatników, którzy nie zgłosili darowizny do opodatkowania, a potem powołali się na nią przed organem podatkowym w toku czynności sprawdzających bądź kontroli.

Małżonkowie odwołali się do izby skarbowej, ale bezskutecznie. Przegrali też przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Olsztynie. Sąd uznał, że nie ma dowodów, aby kupując w 2011 r. grunt podatnicy działali na rzecz ojca, a nie samych siebie. Zaczęli tak twierdzić dopiero w 2013 r., w trakcie czynności sprawdzających – zauważył WSA.

Skoro ojciec przekazał im pieniądze, za które kupili nieruchomość, to doszło do darowizny, słusznie opodatkowanej stawką 20 proc. – podsumował sąd.

Wyrok jest nieprawomocny.

ORZECZNICTWO

Wyrok WSA w Olsztynie z 6 marca 2014 r., sygn. akt I SA/Ol 19/14.