Budżet zadaniowy w Polsce to stosunkowo nowe rozwiązanie. Wdrożenie zalecały Komisja Europejska i instytucje takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy. O budżecie tym mówi się jednak niewiele. Wszyscy zaś dyskutują o dochodach, wydatkach i problemach z wpływami. Dlaczego?

Budżet zadaniowy jest jedynie narzędziem, które należy wykorzystywać w celu racjonalnego wykorzystywania środków publicznych, a nie dla samego siebie. Mówiąc obrazowo, celem nie jest wykopanie studni, ale pozyskanie wody. O narzędziach raczej się nie dyskutuje. Mówi się za to o efektach prac, czyli o dochodach i wydatkach. Dlatego budżet zadaniowy jako narzędzie nie zajmuje wiele miejsca w debacie publicznej. Zwróćmy też uwagę, że jest on dalej na etapie wdrażania i doskonalenia. Trudno więc chwalić się efektami, gdy trwa proces jego implementacji.

Dysponenci środków budżetowych, czyli ministrowie, dyrektorzy generalni jednostek, a także posłowie muszą się interesować budżetem zadaniowym, bo jest to ich obowiązek. A czy mają państwo jakieś sygnały od obywateli?

Zainteresowanie obywateli dotyczy efektów lub danych, które są zawarte w budżecie zadaniowym. Takie zapytania nie trafiają do Ministerstwa Finansów jako jednostki koordynującej, ale bezpośrednio do konkretnych dysponentów. Przykładowo podatnicy pytają o koszty wybudowania drogi czy świadczeń medycznych. W budżecie zadaniowym prezentujemy takie dane na podstawie informacji od odpowiedzialnych za to jednostek i to one odpowiadają na tego rodzaju pytania od obywateli.

Czy budżet zadaniowy musi liczyć kilkaset stron?

Obecnie nie jest już tak obszernym dokumentem. Jeśli porównamy objętość budżetu na 2013 r. (jedna książka) z wersją z 2009 r. (były to dwie książki), to dojdziemy do wniosku, że został on poważnie odchudzony. Pewien poziom prezentacji danych musi jednak zostać zachowany, co wymaga określonej liczby stron opisu. Nie możemy zaprezentować wybranych zadań. Nie możemy też zmniejszyć objętości bez uszczerbku dla meritum. W niektórych miejscach niezbędny jest też opis, aby wyjaśnić przyczynę wyboru takiego, a nie innego miernika wskazującego na sposób realizacji danego celu. W najbliższym czasie skończy się perspektywa finansowa z UE na lata 2007-2013, co spowodować może spadek wydatków na realizację pewnych zadań finansowanych z tych środków. Takie zdarzenia, mające wpływ na skalę budżetu przeznaczonego na dane zadania, wymagają komentarza. Nie możemy więc patrzeć jedynie na objętość dokumentu.

Mamy też pierwsze sprawozdanie z wykonania budżetu zadaniowego za 2012 r., sporządzone na podstawie ewidencji księgowej. Niektórych celów nie udało się osiągnąć. Z czego to wynika?

Dysponenci środków publicznych dążą do realizacji założonych celów w 100 proc. Czasami jednak z przyczyn obiektywnych, np. ze względu na przedłużający się proces zamówienia publicznego, nie udaje się tego osiągnąć. Gdy pokazujemy, że pewnych działań nie udało się zrealizować, i potrafimy wyjaśnić, dlaczego tak się stało, trudno czynić z tego zarzut. Taka sytuacja świadczy o rzetelności w przedstawianiu osiąganych efektów (przypomnę tylko, że we wstępnej fazie wdrażania budżetu zadaniowego pojawiały się głosy, że z założenia dysponenci będą dopasowywali wartości mierników tak, aby zrealizować przyjęte cele w 100 proc. – wówczas przekonywaliśmy, że tak się nie stanie, a dziś mamy już w tym zakresie realne dane). Ponadto, zarówno w działalności gospodarczej jak i w budżecie państwa, są pewne czynniki ryzyka, które – jeśli wystąpią – mają wpływ na wyniki. Budżet zadaniowy prezentuje rzetelne informacje o wynikach i skłania do refleksji, dlaczego zadania nie zostały wykonane.

W tym roku były też zmiany w ustawie o finansach publicznych, dotyczące budżetowania zadaniowego. Jakie zadanie dostali ministrowie?

W tym roku wszedł w życie art. 175 ust. 1 pkt 4 ustawy. Zgodnie z nim ministrowie mają sprawować nadzór i kontrolę nad efektywnością i skutecznością realizacji planów w układzie zadaniowym na podstawie mierników stopnia realizacji celów. Dysponenci mają swobodę w tym zakresie. Ministerstwa muszą same ustalić wewnętrzne procedury kontroli. MF jako koordynator poprosiło dysponentów o informację, w jaki sposób wykonują ten nadzór, do 30 września (nie ma jeszcze wyników – red.).

Jakie będą nowe elementy w 2014 r.?

To będzie przedostatni rok I etapu wdrażania budżetowania zadaniowego, tj. budżetu prezentacyjnego. Mamy już planowanie, rachunkowość, sprawozdawczość oraz przepisy, które mówią o kontroli. Zostawiliśmy rok na kontrolę systemu.

Czy harmonogram zostanie zrealizowany w terminie, do 2015 r., czy też możliwe jest przyspieszenie?

W 2014 r. chcemy przeanalizować, jak ministrowie kontrolują realizację zadań. Budujemy też narzędzie, aby budżet zadaniowy był porównywalny z budżetem tradycyjnym, aby można było łatwo porównać wydatki w jednym i drugim dokumencie – posługując się obiema klasyfikacjami. Doskonalimy też mierniki. Wszystkie etapy są w zasadzie zrealizowane, natomiast potrzebujemy jeszcze czasu na ocenę wdrożenia i usunięcie ewentualnych błędów. Chcemy też zintegrować system informatyczny z budżetem zadaniowym, aby dysponenci nie musieli opracowywać danych na potrzeby budżetu tradycyjnego i zadaniowego odrębnie.

Czy w 2015 r. będziemy mieli wyłącznie budżet zadaniowy?

Zgodnie z przyjętymi założeniami planowano, że w 2015 r. zakończony zostanie proces tworzenia budżetu zadaniowego, który prezentuje wydatki w formie funkcji i zadań. Po roku 2015 przystąpimy do kolejnego etapu prac nad jego wykorzystaniem – w większym niż dotychczas stopniu – do oceny efektywności realizacji zadań publicznych i podejmowania na podstawie tego konkretnych decyzji zarządczych.

Czy są przymiarki do budżetowania zadaniowego w samorządach?

Doświadczenia z budżetu państwa chcemy wykorzystać w budżetach jednostek samorządu terytorialnego. Jest jednak jeszcze za wcześnie, aby mówić o takim budżetowaniu w gminach, powiatach i urzędach marszałkowskich.

MF chce użyć doświadczeń z budżetu państwa w budżetach samorządowych