Ministerstwo wprowadziło poprawki do projektu nowelizacji ustaw o PIT i CIT, który ustanawia podatek od dochodów zagranicznych spółek kontrolowanych (controlled foreign corporation – CFC). Zrobił to po analizie uwag Rady Legislacyjnej działającej przy premierze, która negatywnie zaopiniowała pierwotne propozycje. Uwzględnił jednak tylko niewielką część jej sugestii. Przykładowo nie tylko nie zgodził się na podwyższenie limitu posiadanych przez polskiego podatnika udziałów w takiej spółce (limit wskazuje, czy podatek wchodzi w grę, czy nie), ale także wprowadził dodatkowe obostrzenia w jego obliczaniu. Nakazuje brać pod uwagę udziały rodziny.

Jak liczyć udziały

Projekt zakłada opodatkowanie dochodów CFC 19-proc. stawką. Podatek będą musieli uiścić wspólnicy, którzy mają w spółce minimum 25 proc. udziałów (lub głosów), jeśli co najmniej połowa jej przychodów będzie pochodzić z dywidend, odsetek, sprzedaży akcji, praw autorskich (tj. przychodów, które charakteryzują sztuczną działalność). Z opodatkowania mają być wyłączone spółki z siedzibą w UE, które w jakimkolwiek zakresie prowadzą rzeczywistą działalność gospodarczą. Projekt ma uderzyć w tych, którzy czerpią korzyści z zarejestrowania firm w rajach podatkowych.

Według Rady Legislacyjnej proponowany przez MF limit 25 proc. udziałów jest zbyt niski, ponieważ nie uprawnia wspólnika do wglądu w pełną dokumentację księgową i podatkową przedsiębiorstwa. Może mieć on więc problemy z ustaleniem, czy ma płacić daninę. Dlatego rada proponowała, aby wskaźnik podnieść do 51 proc.

Ministerstwo Finansów nie chce się na to zgodzić. Odpowiedziało radzie, że w kilkunastu krajach, m.in. Szwecji, Finlandii, Wielkiej Brytanii, Portugalii, Włoszech, USA, Australii, Kanadzie, Nowej Zelandii, Japonii, Francji czy Niemczech, dla potrzeb podatku od dochodów CFC funkcjonuje 25-proc. lub niższy próg udziałów. Zdaniem resortu, wspólnicy w żadnym państwie nie będą mieli problemu z wglądem w dokumentację firmy.

– Proponowany wskaźnik jest zbyt niski. Ministerstwo powinno uzasadnić swoje stanowisko nie rozwiązaniami z kilkunastu krajów, ale analizą dotyczącą co najmniej kilkudziesięciu zróżnicowanych gospodarczo i geograficznie państw – uważa Jarosław F. Mika, doradca podatkowy, partner w Taxonity.

Agnieszka Wnuk, doradca podatkowy, menedżer w Crido Taxand, dodaje, że w praktyce dostęp mniejszościowego wspólnika do dokumentacji spółki jest utrudniony. – Nowe przepisy podatkowe przyniosą więc dodatkowe obciążenia – podkreśla.

Spółki z krewnymi

MF nie tylko nie chce się zgodzić na obniżenie limitu, ale także zamierza uwzględniać przy jego obliczaniu powiązania rodzinne. Próg 25 proc. ma się odnosić nie tylko do udziałów podatnika, ale również należących do jego małżonka oraz innych krewnych lub powinowatych pierwszego i drugiego stopnia (m.in. rodzeństwa podatnika i rodzeństwa jego małżonka). Resort uzasadnia, że obecnie spośród 100 największych pod względem obrotów spółek kapitałowych w Polsce, aż w 10 większość kapitału jest w rękach jednej osoby fizycznej albo danej osoby i jej krewnych.

– Uwzględnienie w projekcie powiązań rodzinnych jest kolejną niczym nieuzasadnioną próbą łatania dziury budżetowej – uważa Jarosław F. Mika.

Katarzyna Caban, konsultant podatkowy w Taxonity, zaznacza, że po wejściu w życie takich przepisów na podatniku spoczywać będzie obowiązek zbadania powiązań rodzinnych występujących w spółce i obliczenia, ile on i jego krewni i powinowaci mają w sumie udziałów. Dodaje, że w konsekwencji obowiązkowi podatkowemu będą podlegać poszczególni członkowie rodziny (małżonek, brat, szwagier).

Wysokość podatku od dochodu CFC płaconego przez poszczególne osoby będzie zależeć od liczby posiadanych przez nie udziałów w spółce.

Definicja działalności

Według Rady Legislacyjnej kontrowersyjny był wymóg zapłaty nowego podatku w sytuacji, gdy przepisy w ogóle nie określają pojęcia rzeczywistej działalności gospodarczej (jej prowadzenie w przypadku firm zarejestrowanych w Unii Europejskiej zwalnia z obowiązku regulowania daniny). Tę uwagę Ministerstwo Finansów uwzględniło i zamieściło w projekcie stosowną definicję. Jest ona bardzo obszerna. W uproszczeniu: rzeczywista działalność to taka, która jest związana przede wszystkim z funkcjonowaniem przedsiębiorstwa posiadającego lokal i zatrudniającego pracowników.

Według Agnieszki Wnuk definicja jest jednak mało precyzyjna. Powód? Resort posłużył się nieostrymi pojęciami i sformułowaniami typu: „faktyczna działalność gospodarcza”, „oderwanie od przyczyn ekonomicznych”, „współmierność między zakresem działalności a stopniem, w jakim fizycznie spółka ta istnieje pod względem lokalu, personelu i wyposażenia”, „porozumienia są zgodne z rzeczywistością gospodarczą i nie są w sposób oczywisty sprzeczne z ogólnymi interesami gospodarczymi tej spółki”.

– To zapewnia organom podatkowym dużą uznaniowość. W praktyce sposób interpretowania pojęć przez organy, a na dalszym etapie postępowania przez sądy administracyjne, będzie odgrywał kluczową rolę – przewiduje Agnieszka Wnuk.

Sporne dowody

Resort finansów złagodził swoje stanowisko w sprawie dowodów, jakich może zażądać od przedsiębiorcy w trakcie kontroli jego działalności pod kątem tego, czy powinien płacić podatek od dochodów CFC. Pierwotnie ministerstwo chciało, aby podatnik na wezwanie urzędu dostarczył zaświadczenie od zagranicznych władz podatkowych. Teraz zgodziło się, aby nie było ono obligatoryjne. Przedsiębiorca będzie musiał przedstawić jednak inne dokumenty – np. zagraniczne wyciągi z rachunków bankowych, dokumenty rejestrowe albo zagraniczne deklaracje podatkowe.

– To, jakie dokumenty zostaną zaakceptowane i uznane za inne wiarygodne dowody, nadal pozostanie w gestii urzędników – mówi Agnieszka Wnuk.

Projekt ma uderzyć w tych, którzy czerpią korzyści z zarejestrowania firm w rajach podatkowych

Etap legislacyjny

Projekt na etapie konsultacji