statystyki

Polskie prawo podatkowe: najważniejszy budżet. Obywatel na samym końcu

autor: Łukasz Zalewski06.09.2013, 09:20; Aktualizacja: 06.09.2013, 09:29
Podatki, pieniądze

Podatkiźródło: ShutterStock

Polityce podatkowej przyświeca jeden cel: zwiększenie wpływów do kasy państwa. Nie dajmy sobie mydlić oczu, że rządom zależy na nas czy na biznesie.

reklama


reklama


Młodzi nie liczą na pomoc państwa, bo podatkowa polityka prorodzinna nie odpowiada na ich potrzeby. Część przedsiębiorców, choć korzysta z ulg, bez większego żalu przeniosłaby firmy za granicę, bo biznes prowadzi się tam, gdzie to najbardziej opłacalne. Polskiej polityce podatkowej przyświeca jeden cel: zwiększenia wpływów budżetowych.

Widać to na każdym kroku: w zmianach prawa, w działaniach urzędników oraz w stanowiskach fiskusa. Trudno dostrzec w tym wszystkim spójne działania składające się na kompleksową i – co ważne – przemyślaną strategię. Zmiany są wprowadzane ad hoc jako reakcja na potrzeby nigdy niedomykającego się budżetu lub naciski (firm czy grup społecznych). Rzadko myśli się o podatkach w sposób inny niż fiskalny – że mają pobudzać rozwój gospodarki czy realizować cele społeczne.

Polityka prorodzinna

Pieniądze, a w praktyce ich brak, są jedną z głównych przeszkód, które stoją na drodze do posiadania dziecka. Młodzi więc na chłodno kalkulują, czy będzie ich stać na utrzymanie i wychowanie potomka. Państwo zaś, ustami polityków i rządzących, przekonuje, że zależy mu na wspieraniu finansowym rodzin. Funkcjonują więc becikowe oraz ulga na dziecko, czyli możliwość odpisania od podatku dochodowego wydawałoby się niemałej kwoty – 1112,04 zł rocznie. Czy takie wsparcie wpływa na decyzję o posiadaniu dziecka?

Ola oraz Łukasz pracują w korporacjach, mają stałe umowy i stabilną sytuację finansową. Są małżeństwem, za chwilę urodzi im się pierwsze dziecko. – Trzeba liczyć na siebie – przekonuje Łukasz. Kolejne małżeństwo, Joanna i Paweł, mają już jedynaka. Oboje pracują: ona ma etat, on prowadzi własną działalność, bo wymusiła to na nim firma. Dopiero gdy dowiedzieli się, że zostaną rodzicami, zaczęli myśleć o wsparciu państwa. Skorzystali z becikowego, nawet podwójnego. – Gdy rodził się Bartek, gmina też je wypłacała. Niestety jednorazowo – opowiadają.

A przecież wszyscy w Polsce mówią o kryzysie demograficznym i o zapaści, także gospodarczej i finansowej, która czeka kraj. – Rządzący powinni robić wszystko, aby jak najwięcej osób decydowało się na dzieci. Wszelkiego rodzaju dofinansowania czy odliczenia od podatku są jak najbardziej wskazane – przekonuje Łukasz. Tymczasem po ostatniej zmianie przepisów, które będą promowały rodziny z co najmniej dwójką dzieci, Paweł z Joanną (oraz inne pary z jednym potomkiem) nie będą mogli skorzystać z ulgi podatkowej. – Takie rozwiązanie ma zachęcić do kolejnego dziecka, ale nie każdy chce czy może sobie na to pozwolić – przyznaje Paweł. Dodaje, że oczekiwałby od państwa większej pomocy w pierwszym okresie życia dziecka – opiekunki przecież sporo kosztują, żłobki również, bardzo pożyteczne byłyby darmowe szczepienia skojarzeniowe (jedno ukłucie dziecka zamiast kilku). O państwowym przedszkolu, które też jest odpłatne, małżeństwa z dzieckiem mogą w gruncie rzeczy zapomnieć. Przepisy wspierają rodziców żyjących w nieformalnych związkach, bo są oni traktowani jak osoby samotnie wychowujące dziecko. – Mamy więc mniejsze szanse w kolejce do przedszkola, co jest nie w porządku – stwierdza Paweł.

Mało tego, statystyki pokazują, że wsparcie w postaci ulgi podatkowej nie dociera do zainteresowanych. Jednym z powodów takiej sytuacji są wady obowiązującego prawa – część z rodziców nie jest w stanie z niej skorzystać, bo po prostu za mało zarabia. W takiej sytuacji jest 32 proc. uprawnionych podatników – wynika z raportu „Finansowe wsparcie rodzin z dziećmi w Polsce w 2013 roku” przygotowanego przez Centrum Analiz Ekonomicznych. Do tego dochodzi sytuacja, że im więcej dzieci, tym trudniej skorzystać z pełnej ulgi, bo zarobki muszą być odpowiednio wyższe. Wśród rodzin z jednym dzieckiem pełną kwotę przysługującej ulgi jest w stanie wykorzystać 76,1 proc. rodzin, jeśli dzieci jest dwójka – już tylko 67,6 proc., a w przypadku rodzin z większą liczbą dzieci – jedynie 30,8 proc.

Rodzice marzą o wsparciu, na jakie mogą liczyć rodziny w innych krajach. – W Niemczech wygląda to zupełnie inaczej – przekonuje Paweł. I wylicza: co miesiąc rodzice dostają na dziecko po kilkaset euro. Mają też darmową opiekę medyczną, zaś niektóre leki są nieodpłatne. Przykładem skutecznej polityki podatkowej wspierającej rodziny są także Francja oraz Wielka Brytania, co potwierdza raport Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej „Polityka prorodzinna w wybranych krajach Unii Europejskiej”. Jego autorzy wskazują, że Francja przeznacza na wsparcie rodzin z dziećmi (nie tylko podatkowe) najwięcej pieniędzy spośród wszystkich krajów UE (3,7 proc. PKB, średnia UE wynosi 2,2 proc.). Matka po urodzeniu dziecka dostaje ponad 900 euro becikowego, a gdy dziecko przekroczy 3. rok życia, dodatkowo przysługuje jej zasiłek w wysokości ponad 180 euro miesięcznie. Rodziny na drugie dziecko dostają ponad 120 euro, a na kolejne – ponad 160 euro. System rozliczenia podatkowego jest skomplikowany, ale rodzicom z dziećmi pozwala zmniejszyć podatek. Efekt? Wskaźnik dzietności rośnie od połowy lat 90. Z kolei w Wielkiej Brytanii, w której nie ma ulgi podatkowej na dzieci, rodzice otrzymują (po przeliczeniu z funtów na euro) 25 euro tygodniowo na pierwsze dziecko i 16 euro tygodniowo na kolejne. Państwo wspiera też pracujących rodziców, którzy niewiele zarabiają – dorzuca się do wynajęcia opiekunki czy opiekuna. W tym kraju także rośnie wskaźnik dzietności. Podobnie dzieje się w Szwecji (miesięczny zasiłek na każde dziecko wynosi ok. 95 euro) i Finlandii (roczne wydatki państwa na dziecko to ok. 6 tys. euro). Ciekawym przykładem, jak wskazuje raport Fundacji Republikańskiej, jest Estonia, w której preferencja podatkowa polegająca na zwiększeniu kwoty wolnej zależy od liczby dzieci. W efekcie dochody rodziny z trójką dzieci są opodatkowane dopiero po przekroczeniu niemal 7 tys. euro (ok. 28 tys. zł) rocznie.

Polityka wobec firm

Przedsiębiorstwa są ostoją gospodarki: tworzą miejsca pracy oraz płacą dużo więcej podatków niż osoby fizyczne. Tymczasem – jak mówi Józef Banach, radca prawny w kancelarii InCorpore Banach Szczepanik Partnerzy – polityka państwa wobec firm jest u nas źle prowadzona. Traktowanie przedsiębiorców jako potencjalnych oszustów oraz odcinanie się środowisk politycznych, w tym władz, od kontaktów ze światem biznesu jest tego przykładem. Gdy dodamy do tego to, że w okresie mocnego spowolnienia gospodarczego polityka rządu wobec przedsiębiorców w głównej mierze ogranicza się do zacieśniania polityki fiskalnej, mamy dość ponury obraz rzeczywistości.

Janusz Fiszer, doradca podatkowy i partner w PwC, dokłada do tego obrazu kolejne elementy: duże zbiurokratyzowanie procesów gospodarczych, długotrwałe i liczne kontrole, przewlekłość postępowań sądowych (potrafią trwać kilka, a nawet kilkanaście lat) oraz niestabilność prawa, szczególnie podatkowego. Brak też jest, w jego opinii, stabilnej polityki gospodarczej, kierowanej przez jeden ośrodek (np. ministerstwo), który wypracowuje wizję gospodarczego rozwoju kraju i ją konsekwentnie realizuje. – To, co obserwujemy, to cząstkowe, wycinkowe projekty, które nie są koordynowane. Zbyt wiele jest ośrodków podejmowania decyzji i finansowania – mówi Fiszer. Jego zdaniem nie ma też konsekwencji w realizacji przyjętych już koncepcji. Przykład: regulacje dotyczące podatkowych grup kapitałowych w ustawie o CIT. Zostały przyjęte w 1996 r. i pomimo kilku zmian mających zachęcać do tworzenia takich grup, formuła ta jest de facto prawie martwa, bo prawie nikt z niej nie korzysta.

Ekspert PwC dostrzega pewne pozytywne elementy polityki państwa wobec firm. Zalicza do nich dość dużą swobodę podejmowania działalności gospodarczej, możliwość relatywnie szybkiego zakładania firm, swobodę przepływu kapitału, możliwość uzyskania wiążących interpretacji prawa podatkowego i względnie niskie nominalne stawki podatku dochodowego. Jednak – jak przyznają przedsiębiorcy – to za mało. W ich odczuciu państwo odpowiada jedynie na bardzo niewielką część potrzeb. Oferuje np. ulgi podatkowe, ale tylko dla inwestujących np. w specjalnych strefach ekonomicznych.

Grzegorz, przedsiębiorca i współwłaściciel dużej firmy działającej w jednej z takich stref, przyznaje, że spółka korzysta z pomocy publicznej w dwóch formach: zwolnień z CIT i dotacji UE. – Pomoc publiczna w postaci zwolnienia z CIT była jednym z kluczowych parametrów podjęcia decyzji o budowie zakładów – stwierdza. Nie wszyscy na taką pomoc liczą, a większość firm z niej nie korzysta. Marek, członek rady nadzorczej jednej ze spółek notowanych na giełdzie, mówi, że preferencje podatkowe nie miały wpływu na decyzje o inwestycjach. Takich firm jest dużo, o czym przekonał się Kraków. Miasto przez lata stosowało politykę niskich stawek opłat od nieruchomości, co jednak nie przynosiło oczekiwanego efektu, jakim miało być ściągnięcie inwestorów. Przedsiębiorcy potwierdzają też, że państwo prowadzi błędną politykę ścigania oszustów podatkowych. Zamiast skupiać się na tych, którzy okradają państwo, nie płacąc VAT, przychodzi się do uczciwych firm i od nich żąda podatku. Dotyczy to zwłaszcza branż wrażliwych, jak złomowa czy stalowa. Tam oszustwa w ostatnich latach sięgały setek milionów, a nawet miliardów złotych. Pojawiały się podmioty słupy, które sprzedawały towar po niższej cenie firmie, a ta kolejnej, uczciwej. Słup miał obowiązek wpłaty VAT do urzędu skarbowego, ale tego nie robił i znikał. Oczywiście stał za nim faktyczny beneficjent. Najczęściej nie udało się go znaleźć, a słup był np. bezdomnym, więc nie można było od niego ściągnąć pieniędzy. Organy wpadały więc na genialny pomysł, aby iść do tego, który kupił towar, najlepiej dużego, uczciwego hurtownika, który nie wiedział, że gdzieś w łańcuchu dostawców był oszust. Urzędnicy pozbawiali go prawa do odliczenia VAT, co w praktyce oznaczało, że to on ma zapłacić podatek.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • haha(2013-09-07 11:13) Odpowiedz 00

    a głupawy elektorat PO dalej wierzy Zieloną Wyspę

  • taka jest prawda(2013-09-07 11:16) Odpowiedz 00

    nie spodziewam się , ze PO zadba o Polaków czy Polskę !! Wszak to tylko grupa przestępcza !!!

  • taka jest prawda(2013-09-07 11:18) Odpowiedz 00

    Polska pod rządami PO to dno

  • rewizor(2013-09-08 11:51) Odpowiedz 00

    jak to obywatel na samym końcu, gdy w Polsce nie ma chyba polityka który mówi że ten ich cały trud to wszystko dla nas-By żyło się lepiej-już nic nie rozumiem,to znaczy że nas oszukują??ludzi, którzy płacą na ich utrzymanie,nowe fotele za 300 tys.zł i darmowe przeloty samolotami,ba nawet nas bydłem nazywając,w myśl powiedzenia, że pieniądz nie śmierdzi-to trzeba oszustów w...ć i prawo napisać na nowo,dla społeczeństwa.My to wszystko wiemy?to dlaczego ciągle nic się nie zmienia poza coraz większą biedą rozpisaną na pokolenia

  • anglicy i niemcy niech finansuja dzieciaki(2013-09-07 12:46) Odpowiedz 00

    kto ma finansowac polityke prorodzinna? bezdzietni ktorzy nie sa w stanie zafundowac sobie nawet jedno dziecko? bezplodni? tak naprawde to niemcy i anglicy powinni finansowac nasza polityke prorodzinna bo to przeciez dzieci, ktore jak stana sie dorosle to natychmiast wyjada do pracy za granice!

  • NIEZALEZNA od propagandy(2013-09-07 13:00) Odpowiedz 00

    Zachecamy wejsc na strone: VOD. GAZETAPOLSKA .PL rowniez na:
    TELEWIZJAREPUBLIKA , PL ,rowniez NIEZALEZNA , PL , "SOLIDARNI2010 , PL

  • josef bak(2013-09-08 20:09) Odpowiedz 00

    Dymaj naiwnych i otumanionych polaczkow,następnym razem nie będą słuchali bzdur i straszenia PIS-em,ale włączą rozum idąc na wybory

  • markona(2013-09-08 21:29) Odpowiedz 00

    tylko, że z tą W.Brytanią nie jest tak zupełnie słodko. Kobieta w ciąży pracuje do samego rozwiązania. Nie ma zwolnień jak w Polsce - dziś robi test ciążowy, jutro już jest na L4. Córka Żle się czuła, żygała jak kot, ale coś takiego jak zwolnienie lekarskie to nie było. Wolne w ramach urlopu. Ostatnie dni też albo w pracy, albo z urlopu. Na poród, parę dni wcześniej do szpitala, nie było mowy. Wody odejdą, to się zgłosi. Urlop macierzyński na tyle krótki, że brakuje kilku miesięcy do wieku dziecka (!rok) kiedy wezmą w opiekę Przedszkole (u nas żłobek). Ktoś!!! musi się zaopiekować - kombinuje ojciec swoim urlopem + "ktoś". Wypłata w okresie urlopu macierzyńskiego (popołogowego) - minimum socjalne, które jest kwotą stałą bez względu na zarobki. Jak młoda matka zarabiała więcej to nie ważne, dostaje tyle samo co kuchta, sprzątaczka czy zmywak ... To nie jest takie słodkie

  • lukas(2013-09-06 12:04) Odpowiedz 00

    U nas - jest PROBLEM - NIE MA KASY, bo wszystko co można było już zostało rozkradnięte! Kto się napchał ten się napchał, reszta niech biduje!

  • jozio(2013-09-06 13:47) Odpowiedz 00

    zl gospodyni tez ciagle szuka kasy bo nie mysli jak zarobic i oszczedzac Roztowski gospodarz nie potrafi myslec tylko jakby tu okrasc polski narod przedsiebiorcow ktorzy zap... na cale to bagno kiedy skonczy sie ta farsa jak dlugo mozna na to patrzec narodzie obudz sie

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Polecane

reklama