Ministerstwo Sprawiedliwości w opublikowanych założeniach zmian w kodeksie spółek handlowych i innych ustawach zaproponowało rozwiązania, które mają ograniczyć zjawisko nieskładania sprawozdań finansowych w rejestrze sądowym. Chodzi o to, żeby podmioty musiały informować sądy o dacie zakończenia roku obrotowego. Dzięki temu, jeśli nie złożą dokumentów w terminie, automatycznie będzie o tym wiadomo. Resort proponuje też wprowadzenie obowiązku zgłaszania informacji o braku konieczności składania sprawozdań ze względu na nieprzekroczenie przychodu 1,2 mln euro, np. w przypadku spółek jawnych osób fizycznych. Czy to dobre pomysły?

Sama propozycja nie jest zła, ale jak zwykle sprowadzi się do tego, że to sądy będą dodatkowo obciążane, a to odbije się na szybkości innych ważniejszych postępowań. Nie ma bowiem żadnej gwarancji, że zobowiązane podmioty złożą takie oświadczenia, a jeżeli tak się nie stanie, wzrośnie liczba wszczynanych postępowań przymuszających, które mogą polegać na wezwaniu do ich przesłania. To byłoby dobre rozwiązanie, gdybyśmy byli w takiej fazie rozwoju gospodarki rynkowej, jak Wielka Brytania, gdzie przedsiębiorcy mają poczucie obowiązku, bo jeżeli nie wypełnią swoich powinności, zostaną skreśleni z rejestru.

I tylko takie rozwiązanie – skreślanie podmiotów z rejestru – by u nas zadziałało?

Tak. Znam wiele przykładów, gdy przedsiębiorcy płacą kary, po 5–10 tys. zł, a nawet 30 tys. zł, i nadal nie składają sprawozdań. Widocznie kary są za mało dotkliwe. Jeżeli sprawozdanie finansowe, w przypadku gdy rok obrotowy pokrywa się z kalendarzowym, powinno być zatwierdzone do końca czerwca następnego roku, a złożone do rejestru sądowego do 15 lipca, to po tym terminie przedsiębiorca powinien być wykreślany z rejestru.

Automatycznie? Czy to nie jest zbyt radykalny krok?

Ministerstwo Sprawiedliwości nie wyciąga wniosków z tego, co się dzieje w rejestrach sądowych. Postępowania przymuszające odnoszą skutek tylko w przypadku spółek biedniejszych, w przypadku bogatszych już nie. I resort ma takie dane. Ale w Polsce cały czas mówimy o prawach podmiotów, twierdząc, że takie rozwiązanie jest zbyt drastyczne.

A nie jest?

Powinniśmy uczyć się tego, jak należy budować gospodarkę wolnorynkową, od tych, którzy to przed nami robili – od Niemiec i Wielkiej Brytanii. Państwo ma ufać obywatelowi, ale jeżeli nie wywiązuje się on ze swoich obowiązków, trzeba wyciągać konsekwencje. I my się tego uczyliśmy, wchodząc do UE od innych krajów, ale jakoś nie umiemy tego przełożyć na własne działanie.