Podczas gdy Bruksela krytykuje Cypr za zbyt liberalny system podatkowy, w Unii Europejskiej trwa wyścig na fiskalne upusty. Obniżając podatki, państwa chcą przyciągnąć zagraniczny kapitał.

Jak wynika z danych OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), Holandia i Luksemburg dzięki kruczkom fiskalnym ściągnęły do siebie 5,8 bln dol. zagranicznych inwestycji. To więcej niż USA, Wielka Brytania i Niemcy razem wzięte (5,3 bln dol.). Zaledwie 10 proc. uzyskanych przez Holandię i Luksemburg trafiło do realnych sektorów gospodarki. Pozostałe pieniądze zasiliły konta osób prawnych powołanych, aby unikać płacenia podatków w pozostałych unijnych krajach – utrzymują eksperci OECD.

W Holandii stawki podatku od firm (CIT) wynoszą 20 i 25 proc. (średnia unijna to 22,6 proc.), ale mimo to wiele międzynarodowych firm chętnie otwiera tam swoje siedziby, ponieważ dzięki indywidualnym umowom z fiskusem mogą zredukować płacone stawki do 0–5 proc. przychodów. Działa to nawet wtedy, gdy obecność firmy pod holenderskim adresem jest fikcyjna i ogranicza się do adresu kontaktowego (tzw. letter-box). Obecnie w Holandii funkcjonuje ok. 23 tys. takich spółek. Transfery kapitałowe przeprowadzone przez takie firmy osiągnęły w 2011 r. 8 bln euro – 10 razy więcej od holenderskiego PKB.

Europa obniża CIT

Europa obniża CIT

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Dzięki holenderskiej rejestracji opodatkowania wygenerowanych w Wielkiej Brytanii przychodów unika popularna sieć kawiarni Starbucks. Mimo że jej przychody w tym kraju wyniosły w ciągu ostatnich trzech lat 1,2 mld funtów, firma nie zapłaciła nawet funta podatków. Wszystko dzięki temu, że lwią część zysków przetransferowała do siostrzanej spółki w Holandii w formie rozliczeń praw autorskich (tu holenderskie prawo przewiduje zaledwie 5 proc. CIT). Z usług Holendrów skorzystał też sklep internetowy Amazon, który w 2011 r. zarobił na brytyjskim rynku 3,3 mld funtów. Z kolei Google zapłacił w Wielkiej Brytanii bardzo niski podatek – zaledwie 6 mln funtów – od obrotów sięgających 395 mln funtów.

Podczas gdy Holandia i Luksemburg walczą o zagraniczny kapitał w sposób zawoalowany, Irlandia robi to otwarcie – z pomocą niskiej stawki CIT. Od 20 lat niezmiennie pozostaje na jednym z najniższych poziomów w UE – 12,5 proc. Dlatego swoje spółki w Dublinie zarejestrowały m.in. Google, Microsoft, eBay czy Twitter. Taka gościnność się opłaca. Jak wynika z szacunków agencji inwestycyjnej IDA Ireland, dzięki zagranicznym inwestycjom powstał 153 tys. miejsc pracy, a jedna trzecia wpływów budżetowych z tytułu CIT w ciągu ostatniej dekady pochodziła z kieszeni amerykańskich firm.

Tym śladem idzie coraz więcej unijnych państw. W Szwecji z początkiem roku podatek od przedsiębiorstw obniżono z 26,5 do 22 proc. Rząd liczy, że pomoże to zredukować bezrobocie i zwiększyć wzrost gospodarczy o 0,4 pkt proc. do 2014 r.

Krok od podobnej decyzji jest Finlandia, która rozważa obniżenie CIT z początkiem 2014 r. z 24,5 do 20 proc., a także Dania i Portugalia. Lizbona planuje redukcję podatku od razu o ponad połowę – do 10 proc. – choć tylko dla nowych przedsiębiorców. Ma to przyciągnąć nowe inwestycje i rozruszać rynek. Według planów rządu średni wzrost PKB w ciągu dekady ma osiągnąć dzięki temu 2 proc. (w latach 2000–2010 było to 0,7 proc.). Zgodnie z tym trendem podąża też Wielka Brytania. Jak zapowiedział w marcu minister finansów George Osborne, Londyn rozważa obniżenie CIT z 23 do 20 proc., co byłoby najniższą stawką wśród krajów G20. – To jest globalny wyścig. Nie możemy jedynie stać z boku i się przyglądać – tłumaczy Osborne.