Ministerstwo Finansów przygotowało projekt nowelizacji, w którym doprecyzowuje m.in. art. 16 ust. 1 pkt 39 ustawy o CIT (t.j. Dz.U. z 2011 r. nr 74, poz. 397 z późn. zm.) i art. 23 ust. 1 pkt 34 ustawy o PIT (t.j. Dz.U. z 2012 r., poz. 361 z późn. zm.). Obecnie przepisy wskazują bowiem na brak prawa do ujęcia w kosztach strat z tytułu odpłatnego zbycia wierzytelności, chyba że wierzytelność ta uprzednio została zarachowana jako przychód należny. Nowe brzmienie przepisu spowoduje ograniczenie kwoty zaliczanej w koszty podatkowe.

Według Jarosława Ferdyna, doradcy podatkowego w Grupie Gumułka, po nowelizacji nie będzie wątpliwości, że przy obliczaniu straty ze zbycia będzie trzeba brać pod uwagę kwotę wierzytelności bez VAT. Do przychodów podatkowych nie zalicza się bowiem należnego VAT, o czym przesądza art. 12 ust. 4 pkt 9 ustawy o CIT. Takie stanowisko prezentowała też większość organów podatkowych na gruncie obecnie obowiązujących przepisów.

Ekspert wskazuje, że inną interpretację przyjął jednak NSA w uchwale 7 sędziów z 11 czerwca 2012 r. (sygn. akt I FPS 3/11). Sąd z korzyścią dla podatników stwierdził, że zaliczenie do kosztów podatkowych straty z odpłatnego zbycia wierzytelności następuje przy uwzględnieniu jej wartości z należnym VAT (a więc w kwocie brutto). – Podatnicy zyskali tym samym mocny argument w sporach z fiskusem – podkreśla Jarosław Ferdyn.

Ministerstwo Finansów nie kryło w uzasadnieniu do projektu, że stanowisko NSA zdopingowało go do wprowadzenia tej zmiany. Jest ona niewątpliwie niekorzystna dla podatników. Oznacza bowiem, że po nowelizacji, sprzedając ze stratą wierzytelność i zaliczając ją do kosztów podatkowych, będą musieli wyłączyć z jej wartości VAT, co może nie odzwierciedlać faktycznie poniesionej straty (w ujęciu ekonomicznym).

– Jak bowiem słusznie wskazał NSA w uzasadnieniu do wspomnianej uchwały, gdy dostawca nie otrzymuje należności za dostarczony towar, należny VAT obciąża właśnie jego, jako że musi ten podatek rozliczyć, mimo że nie otrzymał jego ekonomicznego ekwiwalentu – wyjaśnia Jarosław Ferdyn.