Obowiązujące rozporządzenie ministra finansów z 29 listopada 2012 r. w sprawie zwolnień z obowiązku prowadzenia ewidencji przy zastosowaniu kas rejestrujących (Dz.U. z 2012 r., poz. 1382) wprowadziło niemałe zamieszanie. Obowiązujący od wielu lat limit 40 tys. zł obrotu, po przekroczeniu którego sprzedający towary i usługi osobom fizycznym muszą stosować kasę fiskalną, został zmniejszony do 20 tys. zł.

– Oznacza to między innymi, że podatnicy, którzy w 2012 r. przekroczyli 20 tys. zł sprzedaży detalicznej, powinni od 1 marca 2013 r. zainstalować kasę fiskalną, o ile nie zrobili tego wcześniej – wyjaśnia Izba Skarbowa w Krakowie na swojej stronie internetowej.

Osoby, które rozpoczęły działalność w tym roku, mają obowiązek zainstalowania kasy po upływie 2 miesięcy następujących po miesiącu, w którym przekroczą limit 20 tys. zł.

Problem w tym, że na rynku brakuje najmniejszych i najtańszych kas fiskalnych.

Firmy ustawiają się w kolejce

– W związku z nowym rozporządzeniem ministra finansów zaobserwowaliśmy bardzo duże zainteresowanie naszymi kasami. Zwiększyliśmy produkcję urządzeń. Popyt jest tak duży, że obecnie po najpopularniejsze modele trzeba się ustawić w kolejce – przyznaje Robert Szmidt, dyrektor handlowy ds. kluczowych klientów w Posnet Polska.

Podobnie sytuacja wygląda u innych producentów. Jak mówi Damian Szewczyk, kierownik działu marketingu Elzabu, popyt na urządzenia fiskalne, w szczególności małe i proste, jest tak wysoki, że firma nie jest w stanie zrealizować wszystkich bieżących zamówień.

– Pomimo uruchomienia już od listopada 2012 r. dodatkowych mocy produkcyjnych w tej chwili realizujemy na bieżąco jedynie zamówienia złożone do 11 lutego 2013 r. W przypadku zamówień złożonych w późniejszych terminach potwierdzamy przyjęcie do realizacji na marzec 2013 r., ale istnieje prawdopodobieństwo, że część będziemy mogli zrealizować dopiero w kwietniu – tłumaczy Damian Szewczyk. Ostrzega, że termin może się jeszcze bardziej wydłużyć, jeśli w bieżącym tygodniu liczba zamówień się zwiększy.

Maciej Rudaś, dyrektor działu technicznego i serwisu firmy Torell, ocenia, że w małym punkcie handlowym, gastronomicznym, usługowym, u fryzjera czy na bazarze powinna stać kasa prosta w obsłudze, z dużymi klawiszami, z wygodnym systemem zakładania papieru oraz z klawiszami szybkiej obsługi i z wydajnym akumulatorem.

– Kasy takie polecamy powyższym grupom i ich nie brakuje. Problemy z dostępnością dotyczą wyłącznie kas kieszonkowych. Wynika to z tego, że zapanowała moda na urządzenia o wymiarach kalkulatora – uważa nasz rozmówca.

Damian Szewczyk potwierdza, że największa grupa podatników szuka małych kas, ponieważ gdy skorzystają z ulgi na jej zakup (kwota uzyskiwanego zwrotu wynosi 90 proc., nie więcej niż 700 zł), realny koszt urządzenia staje się niewielki.

Zdaniem Roberta Szmidta obecna sytuacja wynika m.in. z tego, że producenci mieli zbyt mało czasu, aby się przygotować na tak duży popyt. – Kluczowym aspektem jest zabezpieczenie materiałów do produkcji. A do tego potrzebne jest co najmniej sześciomiesięczne wyprzedzenie – uważa ekspert.

Z kolei Damian Szewczyk zwraca uwagę, że przyczyną było też niedoszacowanie popytu w uzasadnieniu do projektu nowego rozporządzenia. W poprzednich latach takie szacunki były przesadzone, co oznaczało, że producenci ponosili dodatkowe koszty związane z nadprodukcją. Tym razem sytuacja była odwrotna. Nie bez winy są też niektórzy podatnicy, którzy – jak ocenia Robert Szmidt – zwlekali z zakupem kas do ostatniej chwili.