Wyrok wydaje się oczywisty. Art. 15 ust. 6 ustawy o VAT przewiduje, że nie uznaje się za podatnika „organów władzy publicznej oraz urzędów obsługujących te organy w zakresie realizowanych zadań nałożonych odrębnymi przepisami prawa, dla realizacji których zostały one powołane, z wyłączeniem czynności wykonywanych na podstawie zawartych umów cywilnoprawnych”.

Przepis ten oparty jest na art. 13 ust. 1 dyrektywy 2006/112 (skądinąd w dużym stopniu niezgodny z tą regulacją; to jednak odrębne zagadnienie), który przewiduje, że „krajowe, regionalne i lokalne organy władzy oraz inne podmioty prawa publicznego nie są uważane za podatników w związku z działalnością, którą podejmują lub transakcjami, których dokonują jako organy władzy publicznej, nawet jeśli pobierają należności, opłaty, składki lub płatności w związku z takimi działaniami lub transakcjami”.

Konstrukcja dyrektywy, zakładająca powszechność opodatkowania działalności gospodarczej przy szerokiej definicji działalności gospodarczej na potrzeby VAT sprawia, że bez takiego specyficznego wyłączenia organy te podlegałyby opodatkowaniu na zasadach ogólnych w odniesieniu do każdej prowadzonej działalności.

Dyrektywa kładzie nacisk na występowanie przez wspomniane organy w roli organów publicznych. Jeżeli natomiast podejmują one działalność, w ramach której mogą konkurować na rynku z innymi podmiotami (co polski ustawodawca dość nieszczęśliwie odniósł wyłącznie do czynności wykonywanych na podstawie umów cywilnoprawnych), wówczas w zakresie takiej działalności są podatnikami na zasadach ogólnych. Istotą takiej formuły jest przede wszystkim niedopuszczenie do zakłócenia konkurencji. Wyrok NSA nie zaskakuje – jest właściwy i zasługuje na aprobatę. To, co w tej sprawie dziwi, to stanowisko ministra finansów, który wbrew dyrektywie postanowił podjąć próbę uznania gminy za podmiot niebędący organem władzy publicznej.