Z danych zebranych przez nas w izbach skarbowych wynika, że 2011 r. był dla fiskusa prawie tak dobry jak 2008, kiedy nie było jeszcze kryzysu, a stawki podatku dochodowego od osób fizycznych były wyższe niż obecnie (od początku 2009 r. rozliczamy się według skali 18 i 32 proc., a nie 19, 30 i 40 proc.). Wówczas minister finansów zebrał 55 mld zł, podczas gdy po obniżeniu podatków już tylko 46 mld zł.

W ub.r. firmy zaczęły już płacić pracownikom więcej, co przy stabilnej sytuacji na rynku pracy pozwoliło fiskusowi ściągnąć z Polaków więcej pieniędzy.

– Sytuacja w gospodarce była lepsza, więc nic dziwnego, że płacimy znacznie więcej podatków niż w dwóch poprzednich latach – wyjaśnia Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale. – Pamiętajmy też, że ministerstwo zamroziło progi podatkowe, co powoduje, że mimo niezmienionej skali podatkowej obciążenia rosną.

Z analizy danych dostarczonych przez urzędy skarbowe wynika, że w większości województw pracujących Polaków przybyło, choć w niewielkim stopniu. W woj. kujawsko-pomorskim np. za 2011 r. złożono o 1,3 tys. zeznań podatkowych więcej niż rok wcześniej (w sumie było ich ponad 1,15 mln). To sprzyjało wzrostowi wpłaconego podatku o ponad 120 mln zł.

Przedstawiciele skarbówki zauważają, że coraz więcej podatników to osoby, które prowadzą własną działalność gospodarczą. W woj. podlaskim np. ich liczba wzrosła o prawie 2 tys.

Ciągle wolno rośnie grupa osób, które mogą się pochwalić rocznymi dochodami powyżej 85,5 tys. zł, wpadającymi w drugi przedział podatkowy. Takie osoby tworzą warstwę średnią.

Dla przykładu w woj. kujawsko-pomorskim w drugim przedziale w 2010 r. znajdowało się 23,5 tys. osób, a rok później było ich o 2,5 tys. więcej. W całym kraju osoby płacące 32-proc. podatek to ciągle poniżej 2 proc. ogółu podatników.

W skali kraju fiskus musiał oddać Polakom prawie 300 mln zł więcej niż rok wcześniej – to głównie efekt ulg prorodzinnej i internetowej. Odpisy z tego tytułu sięgnęły w ub.r. prawie 8 mld zł, podczas gdy w 2010 r. wyniosły 7,8 mld zł. Zdarzały się przypadki, gdy urząd musiał przelać na konto podatnika nawet kilkaset tysięcy złotych. W Ostródzie jeden z mieszkańców odzyskał prawie 441 tys. zł, w Gdyni zaś ponad 280 tys. zł.

Ale też niemałe były kwoty, jakie w wyniku rozliczeń Polacy musieli dopłacić fiskusowi. Rekordzista z woj. pomorskiego musiał przelać na konto państwa ponad 6 mln zł. Ogółem kwota ta sięgnęła 6,1 mld zł, o niemal pół miliarda więcej niż rok wcześniej.

Jak będzie w tym roku? Ekonomiści się spodziewają, że mimo nie najlepszej sytuacji na rynku pracy wpłacimy do państwowej kasy jeszcze więcej pieniędzy. – W 2011 r. po czerwcu wpływy z PIT wyniosły 17,1 mld zł, czyli 44,9 proc. kwoty planowanej na cały rok – wylicza Janecki. – Na ten rok minister zaplanował ściągnięcie 40,3 mld zł, z czego do końca czerwca udało mu się uzyskać 18,3 mld zł.