Przedsiębiorcy i firmy zajmujący się uzyskiwaniem certyfikatów CE zarzucają celnikom nieznajomość przepisów dotyczących bezpieczeństwa produktów. Firmy doradcze sugerują swoim klientom, by ci odprawili towar w Niemczech i stamtąd przewieźli go do Polski.

Zdaniem ekspertów w większości przypadków zachowanie celników jest zgodne z prawem, a nieporozumienia wynikają z tego, że przedsiębiorcy za wszelką cenę chcą, żeby importowany przez nich towar został poddany procedurze dopuszczenia do obrotu, choć można przyjąć inną procedurę celną.

Obowiązkowe kontrole

Towar, który jest importowany do Unii Europejskiej lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego, musi przejść odprawę celną. Polscy celnicy sprawdzają, czy importowane produkty są oznaczone znakiem CE i czy przedsiębiorca posiada deklarację zgodności WE – dokument, w którym producent lub jego upoważniony przedstawiciel potwierdza, że towar spełnia wymogi stawiane przez dyrektywy nowego podejścia. Dyrektywy te ustanawiają standardy bezpieczeństwa, dzięki którym dany produkt jest bezpieczny dla konsumentów. W praktyce oznacza to, że towar, który nie będzie miał oznaczenia CE, a podlega dyrektywom, nie zostanie dopuszczony do obrotu, a co za tym idzie nie będzie mógł być fizycznie wwieziony na terytorium Polski. Oznakowanie CE jest podstawą, która pozwala na zaistnienie wyrobu na jednolitym rynku europejskim liczącym 30 państw oraz ponad 450 mln konsumentów.

– Przedsiębiorcę wprowadzającego wyrób na teren UE lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego, który oznaczy towar niespełniający wymogów dyrektyw, czekają sankcje – ostrzega Jędrzej Borowiak z Centrum Certyfikacji CECE-Polska.

Kary czekają również tych, którzy nie oznaczyli wyrobów wprowadzonych do obrotu znakiem CE, jeśli te podlegają dyrektywom nowego podejścia.

Interpretacje celników

Sprawdzając towary np. z Chin, przedsiębiorca nie zawsze ma możliwość sprawdzenia, czy dany produkt spełnia przewidziane w dyrektywach standardy. W dodatku jeżeli importer sprowadza produkt innowacyjny, wykonanie testów, dzięki którym będzie można stwierdzić, że produkt jest bezpieczny, trwać może nawet dwa lata. Z tego powodu wielu przedsiębiorców sprowadzających wyroby na rynek unijny chce dokończyć procedury oceny zgodności np. w Polsce.

Jędrzej Borowiak zauważa, że z powodu braku pełnej harmonizacji przepisów polskich i unijnych na poziomie celnym, dotyczących np. definicji wprowadzenia do obrotu i wprowadzenia do użytku, często komplikuje się prostą sprawę przesunięcia wyrobu od producenta do jego upoważnionego przedstawiciela, co niepotrzebnie utrudnia obrót towarowy. Dlatego podczas kontroli celnicy odmiennie interpretują niektóre przepisy. Funkcjonariusze bardzo często żądają, by oznaczenie CE było nanoszone na produkty, które tego nie wymagają.

– Dyrektywy nowego podejścia mają zastosowanie do parkietów lub desek podłogowych, czyli do wyrobów wyprodukowanych w celu wbudowania na stałe w budynki i budowle. Zdarza się, że celnicy chcą, żeby deski szalunkowe lub meblowe spełniały również wymagania dyrektyw, co jest niemożliwe – podaje Jędrzej Borowiak.

Bez znaku CE przedsiębiorca nie może wprowadzić towaru na rynek

Nagminnie celnicy żądają deklaracji zgodności WE na szafki, kanapy, krzesła, które oczywiście nie podlegają oznaczeniu CE. Zdarza się też, że funkcjonariusze robią wszystko, by niepotrzebnie przedłużyć postępowanie, wykorzystując maksymalne terminy przewidziane do załatwienia sprawy. Często też w czasie trwania postępowania towar znajdujący się na granicy ulega zniszczeniu, ponieważ nie jest tam należycie zabezpieczony.