W czasie kryzysu rządzący, próbując uciekać z pułapki zadłużenia, chwytają się różnych pomysłów. Czasem jest to tylko kwestia uszczelniania systemu podatkowego czy eliminacja przepisów, które są wykorzystywane do unikania opodatkowania.

– Jednak w wielu sytuacjach rządy sięgają po broń ostateczną, jaką jest podnoszenie lub wprowadzanie nowych podatków – zauważa Mikołaj Woźniak, menedżer w PwC.

Tak też było w mijającym roku. Wiele państw zdecydowało się na wprowadzenie dodatkowego podatku na... niezdrową żywność, np. chipsy lub colę.

Korzyści dla obywateli

Nowe konstrukcje podatkowe – jak np. opodatkowanie niezdrowej żywności – znajdują szczególnie podatny grunt w krajach, w których służba zdrowia jest częściowo lub w całości finansowana przez państwo.

– Obowiązuje wtedy teza, że skoro niezdrowo się odżywiamy, to pewnie jesteśmy bardziej chorowici, a – co za tym idzie – narażamy państwo na większe wydatki – tłumaczy Mikołaj Woźniak.

Ekspert dodaje, że za to państwo nas karze opodatkowując naszą niezdrową konsumpcję. Z drugiej strony słychać argumenty, że w ten sposób popierany jest zdrowy styl życia.

Nie bez znaczenia jest zapewne fakt, że wielu niezdrowych produktów ciężko sobie odmówić. Popyt na nie jest więc stosunkowo sztywny, co gwarantuje dochody budżetowe.

– Tego typu podatki nie budzą też takich kontrowersji, jak na przykład podniesienie stawki VAT na wszystkie, także zdrowe czy też niezbędne, produkty – ocenia Mikołaj Woźniak.

W połowie grudnia tego roku francuski parlament przegłosował wprowadzenie podatku od cukru i słodzików w napojach bezalkoholowych