Administracja skarbowa kosztuje nas rocznie prawie 5 mld zł, z tego 2,5 mld zł same urzędy skarbowe. Kiedy zestawimy wydatki na urzędy z sumami, które udało im się dodatkowo pozyskać dla budżetu ponad to, co dobrowolnie wpłacamy fiskusowi, okaże się, że pozyskanie każdego dodatkowego złotego kosztowało państwo w ubiegłym roku 2,29 zł. Miażdżąca większość pieniędzy transferowanych do urzędów skarbowych to bezpośrednie wpłaty z tytułu różnego rodzaju podatków od osób i firm. Nadzwyczajna aktywność skarbówki nie jest w tym wypadku potrzebna. Urzędy jednak podejmują dodatkowe działania, aby zwiększyć przychody budżetu; to głównie kontrole. I tu koszty odzyskania należności są szokująco wysokie.

Winy za to nie ponoszą urzędnicy, lecz skomplikowany system rozliczeń i niejasne przepisy. Tylko w 2010 r. trzeba było wydać prawie 31 tys. interpretacji podatkowych. Każdego roku urzędy skarbowe wydają dodatkowo setki tysięcy zaświadczeń, obsługują system zwrotu VAT za materiały budowlane, dokonują rejestracji podatników, wydają decyzje w sprawie umorzeń, rozłożeń na raty czy odroczenia terminów płatności. Corocznie tracą prawie sześć miesięcy na rozliczenie PIT, w tym wprowadzenie do systemów komputerowych milionów składanych przez nas zeznań.

Większość aktywności urzędników to owoc nadmiernego zbiurokratyzowania naszej rzeczywistości gospodarczej i społecznej, a nie rzeczywistych potrzeb. Już samo uproszczenie rozliczeń PIT, tak by nie trzeba było co roku składać zeznania, znacząco obniżyłoby koszty funkcjonowania administracji skarbowej. Pozwoliłoby skuteczniej zaangażować się w wykrywanie nieprawidłowości i ściągnięcie ponad 23 mld zł istniejących dziś zaległości podatkowych. Uszczelnienie systemu i większe wpływy do budżetu nie muszą oznaczać większego fiskalizmu oraz zagrożenia dla firm. Przeciwnie, gdyby zredukowano koszty biurokracji i stworzono stabilny, przewidywalny system, firmy mogłyby skuteczniej planować swój biznes.

Na niecałe dwa miesiące przed wyborami parlamentarnymi ani koalicyjne PO i PSL, ani opozycyjne PiS oraz SLD nie zaproponowały zmian upraszczających system podatkowy i funkcjonowanie skarbówki. Mało tego, pomysły wyborcze zmierzają w kierunku skomplikowania systemu podatkowego, np. propozycja SLD wprowadzenia kolejnych progów podatkowych.

Na fiskusa dajemy po 129 zł rocznie

Od 2006 roku z każdego oddanego fiskusowi w formie podatków złotego 2 grosze trafiają na utrzymanie administracji skarbowej, czyli izb skarbowych, urzędów skarbowych, urzędów kontroli skarbowej oraz izb i urzędów celnych. Rachunek ten nie uwzględnia kosztów utrzymania Ministerstwa Finansów.

Z ustawy budżetowej na ten rok wynika, że utrzymanie aparatu skarbowego będzie nas kosztować 4,92 mld zł. Na wydatki te składają się nie tylko urzędnicze pensje, ale także wydatki inwestycyjne, czynsze, zakup materiałów biurowych itp. Przez sześć ostatnich lat (łącznie z bieżącym rokiem) przeznaczono na ten cel 26,4 mld zł. Dla porównania w tym samym czasie zaległości podatkowe, które mamy wobec budżetu i których ściąganie powinno być priorytetem skarbówki, urosły z 18,7 mld zł w 2006 r. do 23,13 mld zł (stan na koniec 2010 roku).

Wspomniane 2 grosze nie stanowią kosztu pozyskania 1 złotego podatku. To po prostu relacja wpływów budżetowych z podatków do sumy wydatków na administrację skarbową w danym roku. Większa część podatków trafia zaś na konta fiskusa zupełnie bez jego udziału. To wynik wpłat dokonywanych przez podatników. O koszcie pozyskania 1 złotego podatku można mówić dopiero wtedy, gdy pod uwagę weźmiemy tylko taką część podatków, którą fiskus ściągnął w wyniku swoich interwencji.

Kwoty z decyzji

Jak udało się ustalić „DGP”, w 2010 roku kwota dodatkowego przypisu wynikająca z wydanych przez urzędy skarbowe decyzji, złożonych korekt oraz wpłat dokonanych w wyniku przeprowadzonych kontroli, w tym kontroli doraźnych, wyniosła we wszystkich urzędach skarbowych niemal 1,12 mld zł (1 124 707 588,73 zł). Jeśli odnieść to do kosztów utrzymania tej części skarbówki, można by powiedzieć, że pozyskanie każdego dodatkowego złotego wpływów ponad to, co zaplanowano w budżecie, kosztowało w ubiegłym roku prawie 2,29 zł.

To jednak zbyt duże uproszczenie. Po pierwsze, nie wiadomo, ile z przypisanych kwot rzeczywiście trafi do budżetu. Część podatnikom uda się odzyskać w wyniku postępowań odwoławczych i sądowych. Po drugie, wydatki na administrację skarbową to także np. koszty wydawania setek tysięcy zaświadczeń rocznie (zastąpienie od lipca tego roku zaświadczeń oświadczeniami niewiele w tej mierze zmieniło) czy też koszt wydania w 2010 roku niemal 31 tys. interpretacji podatkowych oraz licznych decyzji o nadaniu NIP czy dotyczących np. rozkładania zapłaty podatku na raty lub umorzenia zaległości podatkowych. Stąd podany wskaźnik nie może być wiarygodnym miernikiem efektywności urzędników skarbowych.

Po trzecie, wydatki na skarbówkę to także koszty egzekucji zaległych kwot. A tu efektywność urzędników jest wysoka. W ubiegłym roku w drodze egzekucji udało się ściągnąć niemal 3,8 mld zł. I znów, gdy odnieść to do kosztów utrzymania całej administracji skarbowej, okaże się, że ściągnięcie 1 złotego kosztuje około 1,29 zł. Ale gdy weźmiemy pod uwagę wynagrodzenia urzędników zatrudnionych w komórkach egzekucyjnych, zobaczymy, że za 1 złotego wydanego na ich pensje budżet zyskał w 2010 roku aż 11,24 zł (rok wcześniej było to 10,30 zł).

Skuteczniejsza egzekucja

Z danych przesłanych przez Ministerstwo Finansów do „DGP” wynika, że kwota wyegzekwowanych należności w 2010 roku wzrosła o 21,5 proc. w stosunku do roku 2009. W tym samym czasie wynagrodzenia pracowników komórek egzekucyjnych wzrosły o 6,2 proc.

W efekcie koszt ściągnięcia 1 złotego do budżetu spadł w 2010 roku o 4 proc. z 20 do 19 groszy. Nieco gorzej wygląda sytuacja w zakresie kosztu wykonania jednego tytułu wykonawczego, który wzrósł o 2,5 proc. z 42 do 43 groszy.

– Nie oznacza to jednak, że wydajność urzędników skarbowych wzrosła dokładnie o 4 proc. – stwierdza Andrzej Pałys, ekspert w KPMG.

Zmiennymi, które miały wpływ na prezentowane dane, były przede wszystkim: wzrost dochodów podatkowych budżetu ogółem, perturbacje ekonomiczne w latach 2008 i 2009 oraz reorganizacja działalności organów podatkowych w związku z redukcją zatrudnienia.

Czy zatem efektywność pracowników fiskusa jest zadowalająca? Według Agnieszki Tałasiewicz, partnera w Ernst & Young, właściwa egzekucja zaległości podatkowych wymyka się z prostych kategorii ekonomicznej opłacalności.

Rzetelna kontrola

Na egzekucję trzeba spojrzeć nie jako na proces oderwany od reszty procedur administracyjnych i związanych z nią kosztów. Bo koszty wynagrodzeń pracowników i koszty operacyjne komórek ich zatrudniających to nie wszystkie koszty, które trzeba ponieść, by wyegzekwować zaległość. Jednym z elementów pomijanych w kalkulacji są koszty biur, w których pracownicy zajmujący się egzekucją wypełniają swoje obowiązki.

– Ale nie to jest najistotniejsze. Aby egzekwować zaległość, powinna ona być najpierw zidentyfikowana przez komórki zajmujące się kontrolą i wymiarem podatków – i tu na pewno zwiększenie efektywności jest możliwe, a nawet konieczne – proponuje Agnieszka Tałasiewicz.

Większa ściągalność podatków zaczyna się nie na etapie egzekucji, ale na etapie kontroli prawidłowości rozliczeń – kontroli rzetelnej, dobrze zorganizowanej i merytorycznie przygotowanej. Drugi aspekt oceny efektywności to szczegółowe sprawdzenie, ile z kwot wyegzekwowanych ostatecznie trafia do Skarbu Państwa, a w ilu przypadkach egzekucja jest przedwczesna i fiskus musi zwracać pieniądze podatnikowi. O tym dane Ministerstwa Finansów milczą.