Agnieszka Tałasiewicz

partner w Ernst & Young

Reakcja na ogłoszone priorytety kontroli na 2010 rok przeprowadzanych przez urzędy kontroli skarbowej przypomina syndrom bramek w sklepie – mimo że nic nie ukradłeś i tak boisz się, że zapiszczą. Teoretycznie jasne określenie priorytetów kontroli, a także sposobu typowania do kontroli powinno uspokajać wszystkich uczciwych podatników, a mobilizować do poprawy i zmian tych, którzy mają coś na sumieniu. W polskiej praktyce tak nie jest.

W wielu rozwiniętych jurysdykcjach dąży się do określenia jasnego profilu ryzyka podatkowego wśród podatników. Jeśli osoba przechodzi pozytywnie test jako uczciwy podatnik o przejrzystej polityce podatkowej, może liczyć na wiele przywilejów ułatwiających jej biznesowe funkcjonowanie i istotne zmniejszenie sił i środków angażowanych w wykonywanie funkcji podatkowych. Władze skarbowe, oceniając profil konkretnej firmy, biorą pod uwagę m.in. jej strategię podatkową (tendencję do agresywnego planowania podatkowego), system wewnętrznej kontroli i ładu korporacyjnego czy nawet określone zachowania w relacjach z urzędnikami (szybkość odpowiedzi na żądania urzędu).

Podatnicy godni zaufania, oceniani pozytywnie mogą liczyć na podejście władz skarbowych uwzględniające w większym stopniu podłoże biznesowe konkretnych zdarzeń, nastawione na znalezienie wspólnego rozwiązania wątpliwości podatkowych czy zmierzające do zakończenia sporu na jak najszybszym etapie.

Co prawda istnieją w polskim systemie prawnym instytucje odpowiadające charakterem istocie „zaufanego podatnika”, ale wciąż nie jest to jednoznaczne narzędzie określające podatność danej firmy na kontrole.

Typowanie podmiotów do kontroli wciąż jest odbierane jak wróżenie ze szklanej kuli. Często podmioty, które w sposób oczywisty kwalifikują się do kontroli, są przez kontrole całymi latami omijane, a są też tacy, którzy mają prawie każdy rok „zamknięty decyzją”, mimo że dużych nieprawidłowości nikt nigdy u nich nie stwierdził.