Podatkiem akcyzowym należałoby objąć napoje smakowe i sztucznie aromatyzowane w plastikowych butelkach. Akcyza objęłaby więc np. colę. To pomysł senatora Jana Rulewskiego.

– Rozwiązanie ma charakter przejściowy. Chciałbym wymusić na dystrybutorach zwiększenie recyklingu opakowań typu PEK – mówi nam senator Rulewski.

Dodaje, że akcyza miałaby wynieść 40 gr za litrową butelkę napoju, a przewidywane wpływy budżetowe mogłyby wynieść 600 mln zł. Z punktu widzenia ochrony środowiska jest to idea słuszna, bo Polska nie przoduje w tym zakresie. Jednak pod względem legislacyjnym pomysł nie jest trafiony. Głównie dlatego, że nałożenie akcyzy tylko na niektórych producentów (soki i wody mineralne mają pozostać nieopodatkowane) godziłoby w przepisy o wolnej konkurencji.

Spytaliśmy Ewę Kwast z biura Radcy Handlowego Ambasady Królestwa Norwegii, w jaki sposób problem został rozwiązany w kraju, który znany jest z wyjątkowej dbałości o środowisko. Okazało się, że Norwegia, która należy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, stosuje dyrektywy unijne, np. Dyrektywę 94/62/EEC dotyczącą opakowań i odpadów opakowaniowych.

W Norwegii, a także innych krajach skandynawskich, wszystkie firmy, które zajmują się produkcją napojów, płacą quasi-podatek od każdej butelki. Nie jest to jednak podatek akcyzowy. Opłata ta przenoszona jest na ostatecznego klienta w formie kaucji, która jest zwracana przy ponownym użyciu butelki.

Może polski ustawodawca powinien pomyśleć o podobnych rozwiązaniach. Jak widać, sprawdzają się one w innych krajach europejskich.