Brzmi to jak absurd, ale taką właśnie rzeczywistość stojącą za kontrolami w zakresie cen transferowych rysują eksperci, z którymi rozmawiał DGP.

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że co piąta sprawa w kwestii cen transferowych kończy się korektą przez podatnika. Statystyki, które otrzymaliśmy z MF, pokazują, że w 2017 r. zakończono 181 kontroli cen transferowych, które przyniosły dodatkowe ustalenia na kwotę blisko 2,5 mld zł. Jednocześnie w 36 przypadkach podatnicy skorygowali rozliczenia. Pozostali mogli wnieść albo wnieśli sprawy do sądu.

Porozumienia są nieformalne, ale korzyść z nich mają wszyscy zainteresowani. Podatnicy – bo dopłacają mniej CIT lub PIT, niż pierwotnie chciał fiskus. Urzędnicy – bo danina mimo wszystko wpływa do budżetu. Sędziowie – bo spory dotyczące cen transferowych uchodzą za szczególnie skomplikowane, a niezależnych biegłych z tego zakresu jest jak na lekarstwo.

Za święty spokój

Co więcej, część podatników stoi na stanowisku, że czasem bardziej opłaca się mieć kontrolę w zakresie cen transferowych niż jej nie mieć. – Liczą się z tym, że urzędnicy wykryją pewne nieprawidłowości, ale ich skala nie będzie dla firmy zbyt uciążliwa. Jednocześnie podatnik zyskuje święty spokój, ponieważ nie będzie już dalej sprawdzany – mówi Łukasz Krzyszczuk, specjalista w kancelarii KNDP.

Ważniejsze pojęcia z zakresu cen transferowych

Ważniejsze pojęcia z zakresu cen transferowych

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Podaje przykład jednego z podatników z branży przetwórczej. – W protokole z kontroli wskazano listę uchybień, których dopatrzył się fiskus w rozliczeniach przedsiębiorcy. Pełnomocnicy podatnika uznali, że część z nich była jak najbardziej trafna, ale część mocno dyskusyjna. Ostatecznie w toku dalszych rozmów przedsiębiorca doszedł z fiskusem do porozumienia – opowiada ekspert KNDP.

Jakiego rodzaju było to porozumienie? Podatnik zgodził się na okrojone ustalenia fiskusa, a kontrolujący przystali w niektórych punktach na jego argumentację. – Obie strony były zadowolone. Przedsiębiorca zyskał pewność, że zamknięto badanie tego okresu rozliczeniowego i kolejne kontrole są bardzo mało prawdopodobne – tłumaczy Łukasz Krzyszczuk. Dodaje, że ani podatnikowi, ani fiskusowi nie zależało na tym, aby sprawa potoczyła się inną ścieżką i trafiła na sądową wokandę.

Skąd bierze się obawa przed zakończeniem sporu w sądzie? – Bo ryzyko związane z rozstrzygnięciem sądu leży po obu stronach – podkreśla specjalista KNDP.

Eksperci zwracają uwagę, że większość spraw, które trafiają do sądu, dotyczy interpretacji indywidualnych oraz samego obowiązku dokumentowania transakcji z podmiotami powiązanymi. Takie spory są oparte na konkretnych przepisach, a przez to łatwiejsze do rozstrzygnięcia na drodze sądowej – tłumaczy Michał Szwed, starszy menedżer w dziale doradztwa prawnopodatkowego w Crido Taxand.

Ekonomia w sądzie

Co innego, gdy spór dotyczy meritum, czyli najkrócej mówiąc – czy podatnik, zawierając transakcję z podmiotem powiązanym, nie zawyżył kosztów uzyskania przychodu bądź nie zaniżył przychodu (często jedno wiąże się z drugim). W takich sprawach nie wystarczy już tylko wiedza prawna. Trzeba znać się na finansach przedsiębiorstw (w tym wskaźnikach, takich jak rentowność, płynność) i realiach prowadzenia biznesu.

– Sami sędziowie przyznają przy różnych okazjach (np. na nieformalnych spotkaniach), że nie mają odpowiedniej wiedzy i doświadczenia, by móc rozstrzygać, jaki poziom rentowności powinny wykazywać niezależne podmioty. To wymaga specjalistycznej wiedzy ekonomicznej, a nie prawniczej – twierdzi Łukasz Krzyszczuk.

Zdaniem Michała Szweda, jeśli sprawa trafi jednak na wokandę, to sądy częściej przychylają się do stanowiska fiskusa. – Bazują na materiale zgromadzonym na pierwszym etapie kontroli, nie wchodząc w ekonomiczne zawiłości prowadzenia biznesu – ocenia ekspert.

Będą szkolenia

Prawdopodobnie problem z rozstrzyganiem sporów dotyczących cen transferowych został dostrzeżony również w Krajowej Administracji Skarbowej. Zdaniem Łukasza Kryszczuka wskazuje na to wypowiedź Konrada Szpadzika, zastępcy dyrektora departamentu kluczowych podmiotów w KAS, podczas I Forum Cen Transferowych (odbyło się 12 kwietnia br. w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii). Konrad Szpadzik poinformował, że KAS myśli o zorganizowaniu dla sędziów dodatkowych szkoleń z zakresu cen transferowych.

– Niedawno Krajowa Administracja Skarbowa zorganizowała we współpracy z SGH w Warszawie studia podyplomowe dla 50 inspektorów podatkowych. Zapowiedzi dotyczące szkoleń trzeba więc traktować bardzo poważnie – podsumowuje Łukasz Krzyszczuk. 

OPINIA

Sędziowie muszą się szkolić także z ekonomii

Problem cen transferowych, szczególnie w przypadku skomplikowanych transakcji, nie jest kwestią prawną, a typowo finansową, a czasem nawet statystyczną. Typowy spór w tym zakresie powinien sprowadzić się do ustalenia, czy podatnik prawidłowo skalkulował cenę towarów lub usług. W praktyce jest to skomplikowana operacja, bo trzeba zebrać „materiał porównawczy”, najczęściej dane finansowe spółek porównywalnych do badanej. Tu kryje się pierwsze zarzewie sporu, tj. dlaczego dla tych celów dobrano taką, a nie inną próbę. Jeśli podatnik i fiskus nie doszliby do porozumienia, to sprawa trafiłaby na wokandę i musiałby ją ocenić sąd. Tymczasem dobór właściwej próby to czynność skomplikowana, która wymaga znajomości biznesu, danego rynku. Nawet jeśli dokonano jej prawidłowo, to kwestią sporną może być dobór współczynnika finansowego, który ma być przedmiotem porównania. Wybór prób i wskaźników powinien polegać na analizie ekonomicznej oraz finansowej, więc sytuacji z pewnością nie ułatwia brak w tym zakresie jakichkolwiek twardych reguł. Trudno się więc dziwić, że ani podatnicy, ani urzędnicy nie chcą z takimi sprawami iść do sądu.

Wydaje się jednak, że w przyszłości będzie to nie do uniknięcia, skoro MF zapowiada dalsze nasilenie kontroli dotyczących cen transferowych. To zawsze wiąże się z powstaniem sporów, a sędziowie będą musieli być do ich rozstrzygania odpowiednio przygotowani.