Choć przepisy formalnie obowiązują już od 22 lutego, to nie działają, bo... zgody nadal nie wyraziła Komisja Europejska. To kolejny przypadek, gdy podatkowe preferencje najpierw są uchwalane, a potem – przez brak zielonego światła z Brukseli – nie mogą wejść w życie.

Na ulgi się czeka

Jeszcze w drugiej połowie 2015 r. rząd znowelizował ustawę o podatku akcyzowym tak, aby z ulg fiskalnych skorzystały polski przemysł i kopalnie węgla kamiennego. Te drugie miały płacić tylko 3 zł (zamiast wcześniejszych 20 zł) za megawatogodzinę energii elektrycznej zużytej w procesie wydobycia surowca. Preferencja miała wejść w życie dopiero po pozytywnej decyzji Brukseli. Ta jednak, choć minęło już dwa i pół roku, ciągle się na to nie zdecydowała. Potwierdziło nam to biuro prasowe Komisji Europejskiej.

Nieoficjalnie wiadomo, że KE niechętnie patrzy na ulgę, uznając, że byłaby ona niedozwoloną pomocą publiczną dla kopalni węgla kamiennego. Stawiałaby je w uprzywilejowanej pozycji wobec sektora węgla brunatnego, który radzi sobie dobrze i żadnych ulg nie potrzebuje.

Kolejny przykład to ustawa stoczniowa uchwalona pod koniec 2016 r. (Dz.U. z 2016 r. poz. 1206). Przedsiębiorcom z tego sektora dano wybór: mogą płacić 1-proc. zryczałtowany podatek od przychodu albo tradycyjny 19-proc. CIT od dochodu. Wybór ryczałtu miał być ważny na trzy lata. Problem w tym, że przepisy miały wejść w życie po zgodzie Brukseli, a ta bardzo długo na ten temat milczała. Ostatecznie w połowie stycznia b.r. wszczęła oficjalne dochodzenie, które ma rozstrzygnąć, czy nie jest to niedozwolona pomoc publiczna.

Bój o 10 tys. euro

Teraz pojawił się kolejny problem, czyli preferencje podatkowe dla ekologicznych aut. Ulgi w tym zakresie zakłada ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych (Dz.U. z 2018 r. poz. 317), która obowiązuje od 10 dni.

Przepisy zakładają zwolnienie z akcyzy samochodów elektrycznych i hybryd plug-in (w tym ostatnim przypadku preferencja miałaby obowiązywać tylko do końca 2020 r.). Nowa ustawa przewiduje też ulgi w podatku dochodowym dla tych, którzy kupią auto na prąd. Będą oni mogli ująć w kosztach podatkowych odpisy amortyzacyjne od równowartości 30 tys. euro. To o 10 tys. euro więcej niż w przypadku pozostałych samochodów (tu limit się nie zmienia i wynosi 20 tys. euro).

Problem w tym, że również te przepisy będzie można stosować w praktyce dopiero wtedy, gdy Komisja Europejska oficjalnie potwierdzi, że nie są niedozwoloną pomocą publiczną. Fakt, że takie dokumenty ciągle nie zostały wydane, potwierdziło nam Ministerstwo Energii. Jednocześnie zapewniło, że jego przedstawiciele są w stałym kontakcie z przedstawicielami KE. Resort liczy, że Bruksela wyda decyzję bez zwłoki.

Można się narazić

Łukasz Kempa, ekspert Grant Thornton, zwraca uwagę, że problemem nie jest tylko sam czas oczekiwania na pozytywną decyzję KE. Martwi również to, że przepisy przejściowe w ustawie o elektromobilności zawężają prawo do dokonywania odpisów amortyzacyjnych od 30 tys. euro tylko do pojazdów oddanych do używania po wydaniu decyzji Brukseli. – Tymczasem przepisy nowelizujące ustawy podatkowe weszły już w życie i podatnik czytający ustawę o PIT czy CIT już dziś zobaczy w nich, że może dokonywać odpisów amortyzacyjnych od podwyższonej wartości – wyjaśnia ekspert. Jego zdaniem to wprowadza przedsiębiorców w błąd.

Mówiąc wprost, jeżeli podatnik odda do używania samochód elektryczny przed decyzją KE, narazi się na trwałą utratę prawa do dokonywania odpisów od wyższej wartości początkowej. – Nawet jeśli Bruksela zapali zielone światło, to samochód taki nie będzie spełniał warunku oddania do używania w odpowiednim terminie. Odpisy od jego wartości początkowej będą stanowiły koszt uzyskania przychodu tylko do równowartości 20 tys. euro – wyjaśnia Kempa.

Zdaniem eksperta warto zastanowić się nad zmianą regulacji, aby po zajęciu przez KE pozytywnego stanowiska objęły one wszystkie auta elektryczne, niezależnie od daty oddania ich do używania. – Taka regulacja, jako korzystna dla podatników, może zadziałać wstecz – podsumowuje ekspert.