Po półtora roku doczekaliśmy się wydania pierwszej opinii zabezpieczającej przed zastosowaniem klauzuli przeciw unikaniu opodatkowania.

Chodzi o przepisy obowiązujące od 15 lipca 2016 r., kiedy to w życie weszła nowelizacja ordynacji podatkowej (Dz.U. z 2016 r. poz. 846). Zgodnie z wprowadzonym wtedy art. 119a ordynacji podatnik nie ma co liczyć na korzyści fiskalne, jeśli są one rezultatem czynności, które byłyby „w danych okolicznościach” sprzeczne z przedmiotem i celem obowiązujących przepisów. Sposób działania podatnika musiałby być przy tym sztuczny, a wartość korzyści, na jaką liczył, wyższa niż 100 tys. zł.

Postępowanie w tej sprawie prowadzi szef Krajowej Administracji Skarbowej (przed 1 marca 2017 r. minister finansów), a jego działania opiniowane są przez niezależną Radę ds. Przeciwdziałania Unikaniu Opodatkowania.

OCHRONA PRZED KLAUZULĄ

OCHRONA PRZED KLAUZULĄ

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Trudno uzyskać ochronę

W przepisach zapisano też, co powinien zrobić podatnik, który chciałby uniknąć zastosowania przeciw niemu klauzuli. Szansą na ochronę jest uzyskanie opinii zabezpieczającej zgodnie z regułami opisanymi w art. 119w–119zf ordynacji podatkowej.

Zainteresowany musi wystąpić z wnioskiem, w ciągu 7 dni zapłacić 20 tys. zł i czekać 6 miesięcy na odpowiedź fiskusa. Jeśli ten ociągałby się z wydaniem opinii, przyjmuje się fikcję, że to podatnik ma rację i jest w związku z tym chroniony przed klauzulą.

Przepisy szybko zaczęły sprawiać wrażenie martwych. W ciągu 6 miesięcy od ich wejścia w życie o wydanie opinii poprosiło jedynie 6 podatników, o czym poinformował wiceminister Paweł Gruza, odpowiadając w lutym 2017 r. na interpelację poselską nr 9282. Do dnia dzisiejszego wniosków znacząco nie przybyło, bo jest ich tylko 14 (patrz infografika). Trzykrotnie fiskus oficjalnie odmówił wydania opinii, uznając, że opisany we wniosku sposób działania jest sztuczny, a więc podatnikowi chodzi nie tyle o prowadzenie biznesu, ile o unikanie podatków.

Pierwsza pozytywna opinia zabezpieczająca wydana została dopiero 28 grudnia ub.r. Ministerstwo Finansów opublikowało ją na swoich stronach w ubiegły piątek.

Bonus za wyniki

Chodziło o kierownika jednego ze sklepów franczyzowych należących do międzynarodowej grupy kapitałowej. Mężczyzna był w nim zatrudniony na umowę o pracę. Niezależnie jednak od tego polska spółka z grupy we wrześniu 2010 r. zawarła z nim dodatkową umowę o uczestnictwo.

Nowe porozumienie wiązało obie strony przez 6 lat (do września 2016 r.). Umówiono się w nim, że mężczyzna zaryzykuje i wpłaci 50 tys. euro na konto spółki. Potem, jeśli kierowana przez niego placówka osiągnie satysfakcjonujące wyniki biznesowe, uzyska prawo do uczestnictwa w zyskach spółki. Jeśli tak się nie stanie, to straci swój wkład pieniężny. Zarówno spółka, jak i kierownik sklepu tłumaczyli, że taka umowa ma swoje uzasadnienie biznesowe, bo przekłada się na motywację do uzyskiwania lepszych wyników sklepu. To zaś przyniesie zyski zarówno spółce, jak i mężczyźnie. Tak zresztą stało się w tej sprawie, bo ta pierwsza oszacowała swoje zyski na 51,5 mln zł, a mężczyźnie wypłaciła w związku z tym prawie 6 mln zł.

Korzyść podatkowa

Mężczyzna mógłby jednak zyskać na takim rozliczeniu podwójnie. Zasadniczo bowiem musiałby uznać, że tak duża wypłata jest związana z umową o pracę, a więc powinien ją opodatkować 32-proc. stawką PIT.

Spółka i on sam byli jednak innego zdania. Uznali, że pieniądze zależą od osiągnięcia ściśle określonego czynnika bazowego (dobre wyniki sklepu), a tym samym pochodzą z realizacji pochodnego instrumentu finansowego. To zaś oznacza, że jako przychód z kapitałów pieniężnych powinny być opodatkowane 19-proc. zryczałtowaną stawką PIT. Kierownik sklepu mógłby więc w mocy prawa zaoszczędzić na podatku ogromne kwoty.

Obie strony obawiały się jednak fiskusa, który po 15 lipca 2016 r. mógłby uznać, że w całej umowie najważniejsze były oszczędności podatkowe, i nakazać dopłatę zaległości z odsetkami. Spółka miała wprawdzie korzystne interpretacje indywidualne, ale te już nie zapewniały jej ochrony w świetle klauzuli, co wynikało z innej nowelizacji, która weszła w życie od początku 2017 r. (Dz.U. z 2016 r. poz. 1926). Dlatego też na wszelki wypadek spółka zakwalifikowała wypłacone kwoty jako pochodzące z umowy o pracę, opodatkowała je 32-proc. PIT i potrąciła zaliczki do urzędu skarbowego. Sama była jednak przekonana, że jest to nieprawidłowe rozliczenie, a po ewentualnej pozytywnej opinii zabezpieczającej chciała je skorygować i odzyskać nadpłatę.

Zyskali ochronę

Szef KAS zgodził się, że celem umowy były „okoliczności natury gospodarczej i ekonomicznej” i trudno uznać, że działania były sztuczne. Podkreślił wprawdzie, że nie każda podobna wypłata może być kwalifikowana jako przychód z kapitałów pieniężnych (potwierdza to wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 16 listopada 2017 r., sygn. akt II FSK 2901/15), ale zwrócił przy tym uwagę na ryzyko biznesowe, bo mężczyzna mógłby łatwo stracić wpłacone 50 tys. euro. Obie strony są więc chronione przed stosowaniem klauzuli – podsumował szef KAS.

Co dalej

– Nie mam przekonania, czy była to sprawa, która wymagała wydania kosztownej opinii zabezpieczającej – komentuje Przemysław Antas, radca prawny w kancelarii Antas Legal. W podobnych sprawach, np. dotyczących bonusów dla menedżerów, wielokrotnie wydawano korzystne interpretacje indywidualne.

– Z drugiej strony obecnie fiskus bardzo często w ogóle odmawia ich wydania, uznając, że sprawa może być potencjalnie przedmiotem opinii zabezpieczającej. Biorąc pod uwagę to, o jak ogromne kwoty chodziło, trudno się dziwić, że obie strony chciały uzyskać absolutną pewność – podsumowuje Przemysław Antas.

Łukasz Kosonowski, radca prawny i partner w MDDP, zwraca uwagę, że w podobnej sytuacji dotyczącej preferencyjnego opodatkowania menedżerów odmówiono już raz wydania opinii zabezpieczającej.

– Schemat opisany przez podatnika i spółkę ma jednak dużo mocniejsze uzasadnienie ekonomiczne i gospodarcze – uważa ekspert MDDP. – Potwierdza to tylko, jak istotne jest odpowiednie umotywowanie podejmowanych działań, bo bez tego uzyskanie ochrony może się okazać niemożliwe – podsumowuje. 

Nowe przepisy szybko zaczęły sprawiać wrażenie martwych.