Chodzi o wątpliwości opisane przez nas szczegółowo w artykule „Miał być nowy podatek, a będą niższe PIT i CIT” (DGP nr 242/2017). Zwróciliśmy w nim uwagę na zaskakujące brzmienie przepisów o minimalnym podatku od nieruchomości komercyjnych, które wejdą w życie od 2018 r. (Dz.U. z 2017 r., poz. 2175).

Wynika z nich, że w niektórych sytuacjach będzie można nie tylko nie zapłacić nowego podatku, ale dodatkowo jeszcze zmniejszyć o jego wartość bieżącą zaliczkę na PIT lub CIT.

Zasadniczo nowy podatek ma być należny od nieruchomości komercyjnych o wartości powyżej 10 mln zł (od nadwyżki). Stawka to 0,035 proc. Jego kwotę będzie można odliczyć od zaliczki na podatek dochodowy, co wynika z art. 30g ust. 9 ustawy o PIT i art. 24b ust. 9 ustawy o CIT. Jeżeli jednak nowy podatek okaże się niższy od bieżącej zaliczki na podatek dochodowy, to właściciel nieruchomości komercyjnej w ogóle nie będzie go musiał płacić (art. 30g ust. 10 ustawy o PIT i art. 24b ust. 10 ustawy o CIT).

Zdaniem cytowanych przez nas w artykule ekspertów lektura obu przepisów prowadzi do wniosku, że podatnik nie tylko może nie zapłacić nowej daniny (bo będzie niższa od zaliczki na PIT lub CIT), ale jeszcze odliczyć ją od zaliczki.

Fiskus odpiera zarzuty

Takiej wykładni sprzeciwiło się Ministerstwo Finansów – najpierw na naszych łamach, a potem jeszcze w specjalnym komunikacie opublikowanym 15 grudnia br. Napisało w nim, że taka wykładnia „nie uwzględnia celu wprowadzenia nowych rozwiązań”. Wyjaśniło, że celem była m.in. neutralność rozliczeń, a więc przedsiębiorcy nie powinni na nich tracić, ale nie mogą też zarabiać.

Dlatego, jak wyjaśnił resort finansów, właściciele nieruchomości komercyjnych będą mogli albo:

● zapłacić podatek minimalny, a przy wyliczaniu zaliczki na PIT lub CIT odliczyć ten podatek od podatku należnego PIT lub CIT – ust. 8 i 9, albo

● wpłacić zaliczkę na PIT lub CIT w pełnej wysokości, jeżeli podatek minimalny jest niższy niż kwota tej zaliczki – ust. 10.

Z komunikatu MF wynika, że chciano w ten sposób zaoszczędzić firmom zbędnej biurokracji. W przeciwnym razie musiałyby one dokonywać dwóch płatności, tj. najpierw płacić podatek minimalny, a następnie zaliczkę na PIT/CIT pomniejszoną o nowy podatek.

Przepisy muszą być jasne

Wyjaśnienia MF spotkały się z krytyką internautów (m.in. na portalu społecznościowym Twitter). Ich zdaniem niedobrze świadczy o pracach resortu to, że musi on interpretować przepisy, które jeszcze formalnie nie obowiązują, i to powołując się na ich cel, a nie gramatyczne brzmienie. W komentarzach podkreślano, że przepisy powinny być jasne, a nie od początku być zarzewiem sporów.

Podobnego zdania są eksperci, z którymi rozmawialiśmy.

– Faktycznie w świetle wykładni gramatycznej można przyjąć, że przedsiębiorca pomniejszy zaliczkę na PIT lub CIT o niezapłacony podatek minimalny – przyznaje Łukasz Blak, doradca podatkowy w Certus LTA.

Tak samo uważa Justyna Bauta-Szostak, partner, radca prawny, doradca podatkowy i szef Zespołu Nieruchomości w MDDP.

Skórka niewarta wyprawki

Eksperci studzą jednak nadzieje właścicieli nieruchomości komercyjnych. – Ewentualna korzyść podatkowa byłaby ograniczona w czasie, bo i tak roczne zobowiązanie podatkowe trzeba wpłacić w pełnej wysokości – mówi Łukasz Blak. Jego zdaniem wskazuje na to nowy ust. 11 w art. 30g ustawy o PIT i art. 24b ustawy o CIT. Przepis ten pozwala na odliczenie podatku minimalnego, gdy został on uiszczony, a nie gdy był obliczony, lecz niewpłacony.

– To oznacza, że nawet jeśli niewpłacony podatek minimalny zostanie odliczony od zaliczki na PIT lub CIT, to i tak ostatecznie trzeba będzie go dopłacić. Korzyścią dla przedsiębiorcy byłaby więc jedynie poprawa płynności finansowej przez kilka, kilkanaście miesięcy – tłumaczy Łukasz Blak.

Dlatego, jego zdaniem, właściciele galerii i biurowców nie będą ryzykować sporu z fiskusem. Zbyt duży byłby jego koszt – uważa Łukasz Blak, wskazując na ryzyko zapłaty odsetek od zaległości podatkowej.

Sceptycznie patrzy również na ewentualne odwołanie się do zasady in dubio pro tributario przed sądem administracyjnym. – Przepis jest jasny w swoim gramatycznym brzmieniu i nie ulega wątpliwości, że podatek minimalny można odliczyć, nawet jeśli nie został zapłacony – mówi Blak. Problem – jego zdaniem – polega na tym, że sędziowie, mimo prymatu wykładni gramatycznej, w praktyce kierują się również intencją ustawodawcy oraz wykładnią systemową.

– Intencja jest jasna i nowe przepisy z pewnością nie miały prowadzić do podwójnej korzyści dla podatników – dodaje Justyna Bauta-Szostak.