Wyrok dotyczył małżonków, którzy w 1993 r. zarejestrowali autobus. Dwa lata później spalił się. Potwierdziły to dokumenty ze straży pożarnej, prokuratury i starostwa. Nie przeszkodziło to jednak prezydentowi Wrocławia zażądać podatku od środków transportowych za 2016 r. Fiskus domagał się prawie 2,5 tys. zł.

Podatnicy tłumaczyli, że już w 1995 r. złożyli wniosek o wyrejestrowanie pojazdu. Spotkali się jednak z odmową, ze względu na to, że mieli zaległości w opłatach na rzecz gminy. Prezydent nie kwestionował tego, że pojazdu nie ma, bo został zezłomowany. Uznał jednak, że skoro zapis w ewidencji pojazdów widnieje, to podatek od środków transportowych się należy.

Nie zgodziły się na to sądy. Zarówno WSA we Wrocławiu, jak i NSA zwróciły uwagę na to, że podatek ciąży na osobach, które są właścicielami pojazdów, a nie można być właścicielem pojazdu, który fizycznie nie istnieje, bo został zezłomowany. Orzekły więc, że mimo zapisów ewidencji danina nie jest należna.

Mniej szczęścia miał podatnik, który podważał zapisy dotyczące powierzchni użytkowej garażu. Mężczyzna miał dwa miejsca postojowe w hali garażowej w budynku mieszkalnym. Prezydent Warszawy kazał mu zapłacić podatek od nieruchomości od całej ich powierzchni. Oparł się bowiem na danych z ewidencji gruntów i budynków. Przyjęto w niej, że wysokość kondygnacji wynosi nie mniej niż 2,20 m. Podatnik to zakwestionował. Przekonywał, że wysokość hali garażowej jest mniejsza niż 2,20 metra i w związku z tym podatek był należny tylko od połowy powierzchni miejsc postojowych. Jego zdaniem fiskus powinien był to sprawdzić – zmierzyć, nim ustalił daninę.

Rację przyznał mu warszawski WSA. Innego zdania był jednak NSA. Orzekł, że fiskus jest związany danymi ujętymi w ewidencji gruntów i budynków i nie może ich korygować w ramach postępowania podatkowego. 

ORZECZNICTWO

Wyroki NSA z 25 października 2017 r., sygn. akt II FSK 1475/17 i II FSK 1502/17