Chodzi o sytuacje, w których polska firma wysyła swojego pracownika w celach służbowych, np. na siedem dni do Irlandii, i zgadza się, żeby wynajął on tam auto za 500 euro na tydzień. Wówczas polski pracodawca musi wpłacić naszemu fiskusowi 100 euro. Z własnych środków.

– Trudno zakładać, że wypożyczalnia aut spojrzy wyrozumiale na tłumaczenia, dlaczego powinna otrzymać o 20 proc. mniej – zauważa Łukasz Blak, doradca podatkowy w Certus LTA.

Polski podatek u źródła jest nawet wtedy, gdy pracownik wynajmie auto na dzień, aby poruszać się np. między lotniskiem a miejscem spotkań i konferencji. Nasz fiskus żąda bowiem podatku od dochodu, który zagraniczna wypożyczalnia aut osiąga, wypożyczając pojazdy Polakom. Nie ma znaczenia to, że ani ona, ani świadczone przez nią usługi nie mają żadnego innego związku z Polską. Wystarczy, że stąd wypłacane jest wynagrodzenie. Bez znaczenia jest to, że pracownik płaci za granicą służbową kartą lub gotówką.

Wynika to wprost ze znowelizowanych od 1 stycznia 2017 r. przepisów (art. 3 ust. 2b ustawy o PIT i art. 3 ust. 3 ustawy o CIT). Spór dotyczący stanu prawnego z lat poprzednich rozstrzygnęły wyroki sądów.

Z samolotami już załatwione

Najwyższy czas, żeby zmienić przepisy. Obecne są anachroniczne i kosztują firmy coraz więcej – komentują eksperci.

– Podobne absurdy dotyczyły zakupu biletów lotniczych i jak widać udało się je zmienić, bo rząd i parlament dostrzegły ich anachronizm – zwraca uwagę Józef Banach, radca prawny w In Corpore Banach Szczypiński i Partnerzy. Przypomina, że obecnie (od 12 sierpnia 2017 r.) podatek należy się polskiemu fiskusowi tylko przy lotach czarterowych, gdy istnieje realna szansa jego poboru.

– Analogicznie powinno być przy wynajmie środków transportu. Podatek u źródła powinien dotyczyć np. długoterminowego leasingu samochodów, koparek czy walców, a nie faktycznego opodatkowania podróży służbowych – uważa Józef Banach.

Bez szans na oszczędności

20-proc. podatek może być niższy jedynie wtedy, gdy zagraniczna firma usługowa przekaże polskiemu usługobiorcy swój certyfikat rezydencji, czyli dokument potwierdzający, że rozlicza się ona z podatków w swoim kraju. – To pozwoli zmniejszyć stawkę podatku do 5 lub 10 proc. zgodnie z odpowiednią umową międzynarodową o unikaniu podwójnego opodatkowania – tłumaczy Łukasz Blak. Dodaje jednak, że zagraniczni kontrahenci niechętnie przekazują takie dokumenty.

Surowe przepisy

Problem bierze się z tego, że ustawy o PIT i CIT nakazują potrącanie podatku u źródła (czyli w Polsce) od niektórych dochodów osiąganych przez zagranicznych podatników. Takim dochodem jest m.in. czynsz za wynajem urządzenia przemysłowego, w tym środka transportu. – Chodzi o każde urządzenie przemysłowe, które może być wykorzystane jako środek transportu, a więc nie tylko naczepę, walec drogowy, ale też samochód czy motocykl – tłumaczy Józef Banach.

Sądy to potwierdzają

Jedną z takich spraw rozpatrywał niedawno Naczelny Sąd Administracyjny. Chodziło o firmę, której pracownicy wyjeżdżali na zagraniczne targi, by prezentować ofertę swojego pracodawcy. Na miejscu wynajmowali samochody i wózki widłowe i tam też płacili za wynajem – najczęściej służbową kartą lub gotówką. Rzadziej zdarzało się, że firma płaciła z Polski przelewem.

W wyroku z 6 października 2017 r. (sygn. akt II FSK 1839/17) NSA nie miał wątpliwości, że w takiej sytuacji firma powinna uregulować podatek u źródła (mogła go zapłacić według stawek przewidzianych w umowach o unikaniu podwójnego opodatkowania, ponieważ miała certyfikaty rezydencji firm zajmujących się wynajmem samochodów i wózków widłowych).

Uzasadniając to orzeczenie, sędzia Beata Cieloch powołała się na wyrok składu siedmiu sędziów NSA z 15 maja 2017 r. (sygn. akt II FSK 3587/14). Wynika z niego, że usługi niematerialne, nawet jeśli są świadczone przez zagranicznych kontrahentów poza granicami Polski, są objęte polskim podatkiem, jeśli tylko stąd jest wypłacane wynagrodzenie. Sędzia wyjaśniła, że ta sama zasada powinna znaleźć zastosowanie w przypadku wynajmu samochodów za granicą.

Podobnie NSA orzekł w wielu innych wyrokach, m.in. z 5 lipca 2016 r. (sygn. akt II FSK 333/15) i z 20 stycznia 2016 r. (sygn. akt II FSK 2783/13). W tym drugim sąd kasacyjny zwrócił uwagę na to, że choć w umowach o unikaniu podwójnego opodatkowania nie wymienia się – jako należności licencyjnej – czynszu za wynajem środków transportu, ale nie zmienia to faktu, że polskiemu fiskusowi należy się podatek. Z reguły bowiem dwustronne umowy międzynarodowe przewidują, że jeśli jakieś pojęcie nie jest w nich zdefiniowane, to można stosować definicję krajową. W świetle zaś polskich przepisów nie ma wątpliwości, że wynajem środków transportu jest tym samym, co użytkowanie urządzenia przemysłowego.

Łukasz Blak nie do końca się z tym zgadza. Zwraca uwagę na to, że zgodnie z powszechnie akceptowaną definicją słownikową za urządzenie przemysłowe należy uważać zespół mechanizmów technicznych, który jest wykorzystywany do produkcji towarów na dużą skalę. – Używanie samochodu osobowego do produkcji towarów na dużą skalę jest w praktyce niemożliwe – podkreśla ekspert.

Polski wyjątek

Zdaniem Józefa Banacha konieczność dopłacania fiskusowi przez polskich przedsiębiorców przy każdym wynajmie samochodu za granicą to absurd, który zasadniczo trudno spotkać w innych państwach.

– Już w Modelowej Konwencji OECD z 1992 r. państwa zdecydowały się wyłączyć wynagrodzenia z tytułu korzystania z urządzenia przemysłowego, handlowego lub naukowego z kategorii należności licencyjnych określonych w umowach o unikaniu podwójnego opodatkowania. Jednym z powodów były praktyczne trudności z określeniem zakresu poboru tej daniny – przypomina ekspert.

Polska zastrzegła wtedy jednak, że na takie wyłączenie z opodatkowania się nie zdecyduje.

– Teraz, po upływie ćwierć wieku, można tylko tego żałować – mówi Józef Banach. Uważa, że w tym względzie konieczna jest nowelizacja przepisów i rezygnacja z poboru daniny przy krótkoterminowym wynajmie środków transportu. Tak jak zrobiono to z podatkiem przy zakupie biletów lotniczych.

Lepsze rozwiązanie

Zdaniem Rafała Ciołka, partnera w KPMG, w Polsce lepszym rozwiązaniem byłaby całkowita rezygnacja z opodatkowania usług niematerialnych u źródła na rzecz przyjęcia koncepcji zakładu usługowego. – Oznaczałoby to, że bezwzględnym warunkiem nałożenia podatku byłaby obecność zagranicznego podatnika w kraju usługobiorcy – mówi Rafał Ciołek.

– W przeciwnym wypadku – dodaje ekspert – ciągle będziemy narażeni na absurdalne sytuacje, gdy zgodnie z przepisami polskiemu fiskusowi raz należy się podatek, a raz nie, w zależności od tego, czy korzystającym jest podmiot prowadzący działalność gospodarczą czy nie. – Cierpią na tym tylko polscy podatnicy, którzy ostatecznie mogą być zmuszeni do zapłaty podatku z własnej kieszeni – podsumowuje Rafał Ciołek.