Będą odliczać wydatek w czasie; w najgorszym razie przez rok (prenumerata), w lepszym – przez czas trwania umowy (opłata leasingowa), a już najlepiej będzie, gdy zrobią to przez kilka dobrych lat (tak długo, jak długo trwa np. amortyzacja wyremontowanej maszyny).

Nie, to nie pomyłka. Im dłużej, tym lepiej, bo – jak tłumaczy Ministerstwo Finansów – „powiązanie momentu uwzględnienia danego kosztu w kosztach uzyskania przychodów z datą, z którą (....) dany koszt obciąża wynik finansowy jednostki (w tym w drodze rozłożonych w czasie odpisów) spowoduje istotne ułatwienie dla podatników”.

Aż wierzyć się nie chce, że podatnicy do tej pory tak bardzo utrudniali sobie życie. Że też chciało im się chodzić po sądach, gdy rozwiązanie problemu leżało w zasięgu ręki.

Ze zmianą dotyczącą rozliczania kosztów pośrednich mam ten problem, że rozumiem intencje Ministerstwa Finansów, choć w mojej ocenie nijak mają się one do rzeczywistości. Idea, żeby odliczać wydatek w tym samym momencie, w którym staje się on kosztem dla celów bilansowych, jest co do zasady słuszna. Koszt pośredni nie przekłada się wszak od razu na przychód. Służy produkcji lub usługom realizowanym w dłuższym okresie. To tak, jakby odliczać od razu wydatek na zakup materiałów i towarów, mimo że latami będą one zalegać w magazynie. Dlaczego pozostali podatnicy mieliby się dokładać do takich decyzji – nietrafnych lub co gorsza służących przeróżnym optymalizacjom?

Skoro więc w rachunkowości zakup jest kosztem dopiero w momencie sprzedaży, a inny wydatek jest rozliczany w czasie, dlaczego nie robić tego w rozliczeniach podatkowych? Nie mówiąc już o tym, że faktycznie byłoby to duże uproszczenie.

Takie rozwiązanie ma jednak sens tylko wtedy, gdy wszyscy wszystkim płacą na czas. Wówczas zysk memoriałowy (a takim właśnie posługują się przepisy bilansowe i podatkowe) przekłada się na zysk w firmowej kasie. Gdy jednak w obrocie gospodarczym tworzą się zatory płatnicze, rozliczanie podatku od zafakturowanego przychodu traci sens. Fiskus widzi u przedsiębiorcy zysk, mimo że ten ma problem z uregulowaniem własnych zobowiązań.

W takiej sytuacji ulgą dla płacących na czas byłoby choćby pozwolenie im na zmniejszenie papierowego przychodu o faktycznie poniesiony już wydatek. Ten, który w całości został już opłacony. Dotychczas podatnicy mogli pozwolić sobie na taki „luksus” jednorazowego odliczenia tylko dzięki wygranym w sądach.

Najwyraźniej nie wiedzieli, jak wiele z tego powodu tracą. Fiskus właśnie im to uświadamia, proponując zmianę w ustawach o PIT i CIT. Dzięki tak prostej oto modyfikacji przedsiębiorcy będą nadal płacić podatki od papierowego zysku, a faktycznie opłacone wydatki odliczą latami.