Zarząd spółki poinformował o tym inwestorów w piątkowym komunikacie, wydanym niedługo po doręczeniu przez inspektorów gdańskiego UKS protokołu kończącego kontrolę skarbową. Zarzuty dotyczą przede wszystkim wydatków poniesionych na sublicencje związane z korzystaniem przez LPP ze znaków towarowych, które wniosła ona aportem do powiązanej spółki cypryjskiej Gothals Ltd. Jeśli UKS podzieli w decyzji wnioski zawarte w protokole, LPP będzie musiała dopłacić 24 mln zł wraz z odsetkami.

Spółka będzie miała prawo odwołać się od decyzji UKS do izby skarbowej, a jeśli to nie poskutkuje – złożyć skargę do sądu.

Najsłynniejsza optymalizacja

Sprawa była głośna kilka lat temu. Określano ją jako najbardziej znany przykład optymalizacji podatkowej dokonanej przez polski kapitał.

W lipcu 2011 r. zarząd LPP powiadomił o wniesieniu znaków towarowych Reserved i Cropp do powiązanej spółki cypryjskiej. Ta z kolei jeszcze tego samego dnia przekazała je kolejnemu podmiotowi powiązanemu, tj. Jaradi Ltd z siedzibą w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA). Cała struktura – jak podkreślali eksperci – nie była niezgodna z przepisami, za to mogła przynosić LPP wielomilionowe oszczędności.

Gdyby bowiem nie aport znaków do zagranicznej spółki, polska firma nie mogłaby ich amortyzować, bo zakazuje tego art. 16b ust. 1 ustawy o CIT. Wniosła je więc – wycenione według wartości rynkowej – do cypryjskiego podmiotu zależnego. Ten z kolei przekazał je dalej do firmy zależnej działającej w jednej ze stref wolnego handlu w ZEA.

Następnie spółka z Półwyspu Arabskiego udzieliła licencji (z prawem do udzielania dalszych sublicencji) na korzystanie ze znaków podmiotowi z Cypru. Ten zaś odpłatnie zezwolił na ich użytkowanie swojemu polskiemu udziałowcowi.

Dla LPP było to korzystne. Wynagrodzenie z tytułu cypryjskiej sublicencji, ustalone według rynkowej wartości znaku, było dla niej kosztem podatkowym. Pieniądze można było też wypłacać za granicę bez podatku u źródła, zgodnie z art. 21 ust. 3 ustawy o CIT. Przepis ten przyznaje preferencję dla polskich podmiotów wypłacających m.in. należności licencyjne spółkom zależnym z UE.

Korzystała też cypryjska spółka, która płaciła niski CIT od różnicy między kwotą otrzymaną z Polski a tą wypłacaną do ZEA. Co więcej, nie było tam też podatku u źródła od należności licencyjnych dotyczących praw własności intelektualnych wykorzystywanych za granicą. Podmiot z ZEA w ogóle nie płacił u siebie CIT.

Rynkowe czy nieuzasadnione

Decyzja LPP po jej upublicznieniu wzbudziła na tyle silny sprzeciw społeczny, że pojawiły się nawet inicjatywy bojkotu jej ubrań. Ostatecznie polska spółka zlikwidowała w grudniu 2014 r. podmiot w ZEA, a w następnym roku firmę cypryjską. Miało to wpłynąć pozytywnie na jej postrzeganie przez rynek i otoczenie biznesowe.

W piątkowym komunikacie LPP broni racjonalności gospodarczej swoich decyzji sprzed lat. Zapewnia też, że nic nie wie o jakichkolwiek działaniach fiskusa, które kwestionowałyby jej rozliczenia podatkowe za inne lata. Ewentualna decyzja ostateczna o konieczności dopłaty 24 mln zł podatku zostanie więc zapewne zaskarżona do sądu administracyjnego.

– Trudno przesądzać wynik takiego sporu, ale niewątpliwie fiskus może mieć w nim duże szanse na wygraną – ocenia Przemysław Antas, radca prawny w Antas Kancelaria Radców Prawnych i Doradców Podatkowych. Przypomina wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 18 marca 2009 r. (sygn. akt II FSK 1884/07), w którym jasno stwierdzono, że wydatki z tytułu wykonania umowy, której głównym powodem zawarcia było dążenie do „osiągnięcia korzyści podatkowych” nie mogą być kosztami podatkowymi z uwagi na ich brak związku z przychodem.

Podobne wnioski wysnuł np. gdański WSA w wyroku z 15 lipca 2014 r., sygn. akt I SA/Gd 400/14 (nieprawomocny). – LPP czeka więc trudne, ale nie niemożliwe zadanie – uważa Przemysław Antas.

Jarosław Ziółkowski, doradca podatkowy w BSWW Legal & Tax, zwraca uwagę na inny aspekt całej sprawy. Sposób, w jaki LPP rozliczało się z fiskusem, był znany od kilku lat. Dlatego zastanawiające jest, że dopiero teraz został zakwestionowany przez urzędników. – Oby nie było to związane z dość częstą praktyką tzw. hodowania odsetek – mówi ekspert. Apeluje też do innych firm, aby z całej tej sprawy wyciągnęły wnioski również dla siebie. Fiskus zintensyfikował bowiem swoje działania i jak widać nie jest łatwo go przekonać, że niektóre podjęte kilka lat temu decyzje miały uzasadnienie rynkowe